Doktorat z ekologii, 37 lat na wizji, setki poprowadzonych koncertów - i emerytura, z którą nie dałoby się przeżyć bez dodatkowych zleceń. Zofia Czernicka nie ukrywa, jak wygląda finansowa rzeczywistość gwiazd dawnej telewizji.
Zofia Czernicka skończy w grudniu 77 lat i - jak sama mówi - nie wyobraża sobie życia bez pracy. Nie z wyboru estetycznego. Z konieczności.
Dwa tysiące z kawałkiem. Tyle jej zostało po dekadach pracy
Czernicka pobiera emeryturę w wysokości zaledwie „dwóch tysięcy z kawałkiem" miesięcznie - i przyznała to wprost w rozmowie z „Faktem". Dla kogoś, kto przez blisko cztery dekady był rozpoznawalną twarzą TVP i jednocześnie pracował naukowo w Instytucie Ekologii Polskiej Akademii Nauk, ta kwota brzmi jak żart. Ale żartu tu nie ma.
Problem tkwi w systemie. Jak tłumaczy dziennikarka, od jej pensji w telewizji odciągano niemal połowę na składki, a zarobki w TVP nigdy nie należały do imponujących. Do tego dochodziły warunki, które dziś brzmiałyby jak scenariusz do komedii - albo thrillera.
„Nikt mnie nie ubierał, musiałam podpisywać lojalki, że nie będę się nigdzie pokazywać z żadną firmą, nawet fotografować się nie mogłam, więc wszystko kupowałam sama" - mówiła Czernicka w wywiadzie dla „Faktu".
Koncerty ratowały budżet. Na emeryturę już nie
Czernicka miała jednak wyjście, którego nie miało wielu jej kolegów z branży - równolegle prowadziła koncerty i projekty estradowe, które przynosiły godziwe pieniądze. Tyle że te zarobki nie przełożyły się na wysokość świadczenia emerytalnego.
„Miałam to szczęście, że pracowałam równolegle na estradzie, prowadziłam bardzo dużo koncertów i tam zarabiałam dobre pieniądze. Ale z tego nie mam emerytury" - podsumowała bez owijania w bawełnę.
Dziś aktywność zawodowa to dla niej nie tyle pasja, co dosłowna recepta na funkcjonowanie. „Mam taką formę tylko dlatego, że ciągle pracuję. Jeżeli mam taki dzień odpoczynku, to jestem trochę zmęczona" - przyznała w rozmowie z „Faktem".
Historia Czernickiej to w zasadzie portret całego pokolenia polskiej telewizji - ludzi, którzy budowali TVP przez dekady, a system emerytalny rozliczył ich według zasad, których nikt im uczciwie nie wytłumaczył. Pytanie, ile takich historii jeszcze czeka na ujawnienie.




