Ktoś ją zaczepił na ulicy, ona odpowiedziała grzecznie - i tyle. Tyle wystarczyło, żeby tabloidy okrzyknęły to spotkaniem dekady.

Zdjęcia Moniki Olejnik i Jarosława Jakimowicza rozeszły się po sieci błyskawicznie. Widać na nich, jak dwoje dziennikarzy wita się i wymienia kilka słów. Problem w tym, że Olejnik i Jakimowicz od lat funkcjonują po zupełnie przeciwnych stronach medialnego barykady - a Jakimowicz w przeszłości miał nazywać jej program Kropka nad i "wybiegiem mody".

"Nie znam pana Jakimowicza" - Olejnik stawia sprawę jasno

Olejnik nie zamierzała czekać z odpowiedzią. W rozmowie z Plejadą wyjaśniła, co tak naprawdę zaszło na ulicy - i przy okazji sformułowała swoją opinię o byłym prezenterze TVP wyjątkowo wyraźnie.

"Nie znam pana Jakimowicza, nie jest moim kolegą, nie wiem, czym się aktualnie zajmuje. Mam o nim bardzo złe zdanie. Należy do grupy osób, które przyczyniły się do dewastowania kultury" - powiedziała dziennikarka w rozmowie z Plejadą.

Do mediów miała pretensje osobne: tabloidy opublikowały zdjęcia bez wcześniejszego kontaktu z nią. "Tabloidy, które opublikowały moje zdjęcie z przypadkowym przechodniem, nie skontaktowały się ze mną przed publikacją" - dodała.

Jak doszło do tej słynnej rozmowy? Olejnik tłumaczy mechanizm

Według relacji dziennikarki scenariusz był prozaiczny: czytała wiadomości w telefonie, kiedy ktoś nieznajomy powiedział jej "dzień dobry". Odpowiedziała. Koniec historii.

"Czytałam ważne wiadomości w telefonie, nagle ktoś mnie zaczepił, nie przedstawił się, powiedział mi 'dzień dobry', odpowiedziałam. Rocznie podchodzi do mnie kilkanaście tysięcy ludzi, którzy mówią mi 'dzień dobry', staram się odpowiadać, ale to nie znaczy, że wszystkich znam" - wyjaśniła Olejnik w rozmowie z Plejadą.

Przy okazji zaapelowała do czytelników, żeby zamiast szukać sensacji w przypadkowych zdjęciach z ulicy, sięgnęli po książki i zadbali o swoje zdrowie. Jak to Olejnik.

Jakimowicz na razie publicznie nie odniósł się do słów dziennikarki. Czy odpowie? Co na to fani - piszcie w komentarzach.