PGE Narodowy wybuchł w niedzielę. Sanah zagrała ostatni koncert trasy "sanah NA STADIONACH" i serwowała fanom trzygodzinne widowisko bez przerwy - od poetyckich wzruszeń do romantycznej sceny z "Titanica" w roli głównej. Ale najpierw Maciej Musiał musiał posprzątać.

# Sanah zatańczyła "Titanica" z mężem na Narodowym. Co za finał

Zuzanna Jurczak zakończyła największą trasę swojej kariery spektakularnym show, w którym nie zabrakło ani rozpuszczonych emocji, ani absurdu. Artystka szybowała nad publicznością na uprzężach, rozprowadzała ciasto z powietrza, a tłum skandował każdy tekst. Na stadionie było gorąco.

Musiał na scenę jako sprzątacz

Maciej Musiał pojawił się osobiście - ale nie jako fan. Popularny aktor zagrał roli sprzątacza w premierze nowego teledysku Sanah do utworu "Jak zapomnieć" (z Jednym Osiemnaście L). Gdy Zuzanna szła po scenie, on chodził za nią z mopem. Fani wiedzieli, że to żart, ale na scenie wyglądało to surrealistycznie. Musiał grał beznamiętnie, co dodało całej sytuacji czaru.

Ale najlepsze było dopiero przed nami.

Scena z "Titanica" wykonana na żywo

Do utworu "2:00" Sanah zaprosiła na scenę swojego męża. Razem odegrali słynną scenę z "Titanica" - tę, gdzie Jack trzyma Rose na dziobie tonącego statku. Publiczność oszalała. Kilkaset osób wstało z miejsc, telefony uniosły się do góry, a stadion zamarł w absolutnej ciszy przez moment. To był punkt zwrotny koncertu.

Mężczyzna wcale nie śpiewał - tylko trzymał Sanah, podczas gdy ona wykonywała piosenkę. Czysto. Bez pretensji. Fani pisali potem, że to był jeden z najbardziej romantycznych momentów polskiego koncertu.

Kayah, Sobel, Jeden Osiem L i latające ciasto

Finał trasy to nie były byle goście. Kayah zaśpiewała z Sanah "Byłam różą" - utwór, który miał całą publiczność na krawędzi płaczu. Sobel pojawił się na scenę bez zapowiedzi. Kwiat Jabłoni wrócili w pełnym składzie do "Szarego świata". A gdy Jeden Osiem L zagrali "Jak zapomnieć", stadion chyba się zachwiali.

Między utworami Sanah latała nad tłumem na uprzężach i - i to nie jest żart - częstowała publiczność ciastem. Słodyczami, którymi rzucała od góry, podczas gdy fani próbowali je złapać. To był chyba jedyny koncert w historii polskiego pop-rocka, na którym można było zjeść deser prosto ze sceny.

Grzegorz Braun na widowni

Wśród tłumu siedział poseł Grzegorz Braun. Polityk obserwował całą imprezę z zainteresowaniem - nie wiadomo, czy muzyka, czy spektakl go bardziej ciągnęły. Jego obecność na koncercie przeszła niezauważona przez większość publiczności, ale fotografowie je złapali. Braun nie krył, że scenę obserwuje z fascynacją.

Choreografia, wizualizacje, dwie sceny

Produkcja była obsesyjnie dopracowana. Dwie główne sceny połączone mostem, tancerki w każdej piosence, projekcje, które grały się z muzyką jak jeden organizm. Sanah przesuwała się między scenami z łatwością, nigdy nie tracąc kontaktu z publicznością. W pewnym momencie podeszła do pierwszych rzędów, zagadała fanów, czytała transparenty, a jednemu z nich podarowała buty.

Koncert trwał trzy godziny. Trzy godziny bez nudy, bez "wypełniaczy", bez momentów, gdy publiczność mogłaby się zanudzić. To był pokaz klasy - zarówno od strony organizacyjnej, jak i artystycznej.

Co dalej dla Sanah

Za nią teraz przerwa? Nowy album? Fani czekają już na wiadomość. Ale jedno jest pewne - finał trasy "sanah NA STADIONACH" zostanie zapamiętany. Nie przez to, że był ostatni, ale przez to, że był wyjątkowy. I że Maciej Musiał sprzątał scenę jak prawdziwy profesjonalista.

A scena z "Titanica"? To zostanie.

Co na to fani? Już tworzą memy z Musialem i mopem. Niektórzy postulują, żeby to była stała część każdego koncertu Sanah.

Zobacz na Instagramie
Zobacz na Instagramie
Zobacz na Instagramie
Zobacz na Instagramie
Finałowy koncert Sanah
© Instagram
Finałowy koncert Sanah
© Instagram
Finałowy koncert Sanah
© Instagram
Finałowy koncert Sanah
© Instagram
Finałowy koncert Sanah
© Instagram