Justyna Dobrosz-Oracz na trybunach PGE Narodowego, mąż obok, Pitbull gra - i ktoś to wszystko nagrał. Film przeżył jedną noc.
Justyna Dobrosz-Oracz na trybunach PGE Narodowego, mąż obok, Pitbull gra - i ktoś to wszystko nagrał. Film przeżył jedną noc.
W czwartkowy wieczór dziennikarka TVP znana z relacji sejmowych i programów informacyjnych pojawiła się na koncercie Pitbulla na Stadionie Narodowym w Warszawie. Zaczęło się niewinnie - zdjęcie z mężem Pawłem Oraczem i podpis "Zmiana rytmu? Pitbull". Dla obserwujących to już był mały szok, bo małżeństwo rzadko pokazuje się razem w mediach społecznościowych.
Tysiąc reakcji, zero nagrania
Już w trakcie koncertu Dobrosz-Oracz wrzuciła na Instagram krótki film: tańczy na trybunach, najwyraźniej bez żadnych zahamowań. Nagranie zebrało ponad tysiąc reakcji - i rano znikło z jej profilu. Bez słowa wyjaśnienia.
Dla kogoś, kto na co dzień przemierza sejmowe korytarze w poważnej roli, widok tańczącej na trybunach dziennikarki musiał być dla fanów sporym zaskoczeniem. Najwyraźniej jednak Dobrosz-Oracz uznała, że jedna noc swobody to wystarczająco dużo jak na jeden Instagram.
I tu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Nagranie nie zniknęło samo. Ktoś podjął decyzję, żeby je usunąć. Czy to była chwila refleksji po nocy pełnej Pitbulla? Obawa, że tańcząca dziennikarka TVP to nie najlepszy wizerunek w obecnym klimacie politycznym? Tego nie wiemy. Dobrosz-Oracz milczy - tak samo jak milczała, kasując film.
Polityka w tygodniu, Pitbull w weekend
Od powrotu do TVP dziennikarka chętniej zagląda na swój profil z prywatniejszymi treściami - muzyka, wyjścia, chwile poza redakcją. Wygląda na to, że masowe koncerty to jej sposób na reset po tygodniu w sejmowej bańce.
Trudno jej się dziwić. Pitbull na Stadionie Narodowym to kilkadziesiąt tysięcy ludzi, głośna muzyka i zero polityki. Idealne miejsce, żeby na chwilę zapomnieć, że jutro znowu trzeba rozmawiać z politykami. Problem w tym, że w erze smartfonów każdy ma kamerę, a każde nagranie może żyć własnym życiem - niezależnie od tego, co zrobi właściciel konta.
Gwiazdy też kasują. I to regularnie
Dobrosz-Oracz nie jest tu wyjątkiem. Usuwanie postów to w polskim showbiznesie i mediach sport niemal narodowy. Gwiazdy, dziennikarze, politycy - wszyscy raz na jakiś czas wrzucają coś w emocjach, a rano patrzą na to trzeźwym okiem i klikają "usuń". Różnica polega na tym, że tysiąc reakcji w ciągu jednej nocy to całkiem sporo jak na profil dziennikarki informacyjnej. Tyle osób zdążyło zobaczyć, polajkować, może nawet zapisać. Internet nie zapomina - nawet jeśli Instagram już tak.
Szkoda tylko, że nagranie znikło, zanim zdążyli je zobaczyć wszyscy zainteresowani. Wy też żałujecie? Dajcie znać w komentarzach.
Materiał przygotowany przez redakcję z wykorzystaniem narzędzi automatyzacji.


