Kinga Rusin siedziała przed telewizorem i płakała. Maja Chwalińska właśnie wywalczyła finał Roland Garros, a była dziennikarka nie kryła wzruszenia.
Kinga Rusin siedziała przed telewizorem i płakała. Maja Chwalińska właśnie wywalczyła finał Roland Garros, a była dziennikarka nie kryła wzruszenia.
Co Rusin napisała po meczu?
Tuż po półfinale Chwalińskiej Rusin opublikowała w relacji na Instagramie zdjęcie swojego telewizora. Podpisała je krótko: "Popłakałam się. Brawo Maja". Dwie emocje, sześć słów - i cała Polska wiedziała, że nie jest w tym sama.
Rusin od lat nie ukrywa, że tenis to jedna z jej największych pasji - obok narciarstwa i podróży, którymi od jakiegoś czasu żyje pełną piersią. Od kiedy zakończyła pracę w telewizji, zwiedza świat z partnerem Markiem Kujawą i relacjonuje to na bieżąco w mediach społecznościowych.
Tego wieczoru jednak świat skurczył się do ekranu telewizora.
Co robiła przed meczem?
Z kolejnej relacji byłej prowadzącej wynika, że przed meczem zdążyła jeszcze spotkać się z przyjaciółkami. "A przed meczem spotkanie z koleżankami. Musiałyśmy nadrobić kilka tygodni w kilka godzin" - napisała na Instagramie.
Inaczej mówiąc: koleżanki, kawa, plotki - a potem łzy przed telewizorem. Brzmi znajomo?
24-letnia Chwalińska zagra w sobotnim finale French Open jako pierwsza Polka od dekad. Rusin z pewnością znów zasiądzie przed ekranem. Pytanie tylko, czy tym razem będą to łzy radości z tytułu.
Trzymamy kciuki razem z Kingą. A wy - obejrzycie finał?



