Prała, prasowała, sprzątała - i robiła to wzorowo. Dziś Małgorzata Rożniatowska mówi bez ogródek, że tamta kobieta zniknęła razem z mężem.

Prała, prasowała, sprzątała - i robiła to wzorowo. Dziś Małgorzata Rożniatowska mówi bez ogródek, że tamta kobieta zniknęła razem z mężem.

Przez blisko cztery dekady u boku aktora Adama Marszalika aktorka była, jak sama to ujęła, wybitną gospodynią domową. Żadnych półśrodków, żadnych kompromisów z brudem. A potem 9 stycznia 2011 roku Adam odszedł i coś w Rożniatowskiej zgasło.

"Wstyd się przyznać, kompletnie straciłam tym zainteresowanie" - powiedziała wprost w rozmowie z "Dobrym Tygodniem". Dziś jej zasada jest prosta: "W domu robię tylko to, co niezbędne. Ważne, żeby było czysto, a lodówka pełna".

Miłość zaczęła się od zdjęcia w kronice

Adam Marszalik zakochał się w Małgorzacie, zanim jeszcze ją poznał. Trafił na jej zdjęcie w kronice rocznika ze szkoły teatralnej i zapamiętał twarz. Pod koniec 1974 roku dołączył do Teatru Płockiego, gdzie 24-letnia Małgosia właśnie zaczynała karierę. Stanęli razem na scenie w spektaklu "Cud mniemany czyli Krakowiacy i Górale" i po kilku miesiącach oboje wiedzieli już, że nie ma odwrotu.

"Tamten czas w Płocku to były najpiękniejsze chwile w moim życiu" - wyznała aktorka pół wieku później w wywiadzie dla "Dobrego Tygodnia".

Sielanka szybko zderzyła się z rzeczywistością. Po ślubie Rożniatowska i Marszalik przenieśli się do Warszawy, gdzie dostali etaty w Teatrze na Targówku. Gdy urodziła się córka, ich gaże ledwo starczały na rachunki. "Był taki czas, kiedy ani ja, ani mój mąż przez pół roku nie zarobiliśmy nawet grosza" - przyznała w "Dobrym Tygodniu". Oboje grali epizody za epizodami, byle utrzymać rodzinę.

Przełom przyszedł w 1998 roku, gdy telefon od reżyserki zmienił wszystko. Małgorzata Zaliwska zaproponowała jej rolę w "Złotopolskich". Miał być kolejny epizod. Widzowie zdecydowali inaczej - Rożniatowska została w serialu na 12 lat.

Śmierć męża, potem praca jako jedyna linia ratunku

Rok 2008 przyniósł rodzinie pierwszy potężny cios - zięć aktorki, podróżnik Grzegorz Kostyra, zginął podczas wyprawy w Andy, zostawiając małą córeczkę. Adam Marszalik zaczął chorować. Trzy lata później odszedł.

"Świat w jednej chwili zawalił mi się na głowę. Wszystko, co kiedyś sprawiało mi radość, nagle przestało mnie cieszyć" - powiedziała po latach w rozmowie z "Faktem". "Adam był miłością mojego życia, wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że go już nie ma" - dodała w "Dobrym Tygodniu".

To praca okazała się jedyną rzeczą, która trzymała ją w pionie. Rożniatowska, która dawno przekroczyła wiek emerytalny, nie tylko nie zwalnia - przyspiesza. "Im więcej mam lat, tym więcej mam pracy. I to jest cudowne" - powiedziała "Angorze". "Byłabym nieszczęśliwa, gdybym nie mogła pracować" - dodała.

Dom? Czysto i lodówka pełna. Reszta może poczekać. I chyba trudno się z nią nie zgodzić.