Monika Richardson miała trzech mężów, kilku narzeczonych i jedno stałe przekonanie - że nie znosi być sama. Teraz, po dwóch latach singielstwa, mówi coś zupełnie innego.

Monika Richardson miała trzech mężów, kilku narzeczonych i jedno stałe przekonanie - że nie znosi być sama. Teraz, po dwóch latach singielstwa, mówi coś zupełnie innego.

Bilans miłosny Moniki Richardson: co poszło nie tak?

Richardson przez lata płynnie przechodziła z jednego związku w drugi, niemal bez przerwy. Pierwszy mąż, Will Richardson, był Brytyjczykiem o CZTERNAŚCIE LAT starszym - poznała go podczas wyjazdu do Anglii, jeszcze będąc z kimś innym. Skończyło się ślubem w 1995 roku i rozwodem, bo podobno nie potrafił zaakceptować jej niezależności. Rozstali się jednak w zgodzie.

Drugi mąż, pilot Jamie Malcolm, ojciec jej dwójki dzieci, też nie poczuł się zdradzony - Monika przyznała, że ich związek rozpadał się długo przed słynnym wyjazdem do Belize, skąd wróciła zakochana w Zbigniewie Zamachowskim. Malcolm ułożył sobie życie ze stewardessą i tyle.

Najtrudniej wspomina jednak ten trzeci rozdział. W wywiadzie dla "Twojego Imperium" powiedziała wprost: "Dla miłości poświęciłam wszystko". Nie były to słowa na wyrost - żeby spłacić zobowiązania Zamachowskiego, sprzedała willę na Mokotowie. On po dziesięciu latach związku wyprowadził się pod jej nieobecność i przez prawniczkę przekazał, że już nie wróci.

"Moje pociechy oddychają z ulgą" - Richardson nie owija w bawełnę

Po Zamachowskim pojawił się jeszcze Konrad Wojterkowski - mężczyzna, który podobno stracił majątek wart STU MILIONÓW złotych. Po dwóch latach związku zarzucił Monice interesowność i skąpstwo. Trudno o gorsze pożegnanie.

Dziś Richardson ma dość tego schematu. W podcaście "Bliżej" serwisu MamaDu powiedziała: "Ten drugi rok, który się właśnie kończy mojej singlowatości, jest dla mnie jak dar. Mam też wrażenie, że te moje pociechy oddychają z ulgą, bo między ich ojcem, a moją samotnością zdarzyło się jeszcze kilku mężczyzn i mówiąc delikatnie, żeby też ich nie obrazić, nie były to strzały w dziesiątkę".

Pięćdziesięcioletnia dziennikarka najwyraźniej po raz pierwszy nie szuka nikogo na siłę. I być może to właśnie brzmi najzdrowiej w całej tej historii. Pytanie tylko, czy fani dadzą jej spokój z pytaniami o kolejnego kandydata - bo te na pewno nie ustaną.