Dominika Czwartosz chciała zarazić męża swoją pasją. Zapisała go do szkółki jeździeckiej koleżanki. Koleżanka miała na imię Karolina Ferenstein.

Trudno wymyślić bardziej gorzką ironię losu. Pierwsza żona Piotra Kraśki - Dominika Czwartosz - sama, własnoręcznie, z dobroci serca, zaprowadziła go prosto do ramion kobiety, która go poślubi. I przez długi czas nie miała o tym pojęcia.

Lekcja jeździectwa, która zmieniła wszystko

Dominika Czwartosz i Piotr Kraśko wzięli ślub w 2000 roku. Łączyło ich sporo - w tym wspólna pasja do jeździectwa. To Dominika kochała konie i postanowiła zapisać męża na lekcje do swojej koleżanki, Karoliny Ferenstein, która prowadziła własną szkółkę. Plan był prosty: para spędza razem więcej czasu, dzieli wspólne zainteresowanie. W praktyce wyszło inaczej.

Piotr i Karolina szybko znaleźli wspólny język. Ona - instruktorka, on - uczeń. Relacja rozwijała się po cichu, stopniowo. Sama Karolina opisywała to później w wywiadzie dla "Gali": "To uczucie rodziło się bardzo płynnie. Długo się tylko przyjaźniliśmy, dobrze rozumieliśmy, przyjemnie spędzało nam się wspólnie czas. Najpierw byliśmy parą uczeń-instruktor, potem przyjaciółmi, a potem przestaliśmy razem trenować."

Dominika tymczasem widziała, że mąż ochoczo chodzi na zajęcia. Nie miała powodów do podejrzeń - Piotr chodził do jej własnej koleżanki.

Telefon z życzeniami, który wszystko wyjaśnił

Prawda wyszła na jaw przy okazji imienin. Dominika zadzwoniła do Karoliny, żeby złożyć jej życzenia. W tle usłyszała głos Piotra. Nie był tam przypadkowo - i obie kobiety o tym wiedziały.

Kraśko i Czwartosz rozwiedli się w 2004 roku. Cztery lata później Piotr poślubił Karolinę Ferenstein. Mają trójkę dzieci.

Co zaskakuje - Kraśko nigdy nie ukrywał, że po rozstaniu z Dominiką zachował z nią dobre relacje. W rozmowie z "Faktem" wyznał wprost: "Dominika wie, że może na mnie liczyć, a ja na nią. Często nawet pomaga mi przy załatwianiu różnych spraw. Sytuacja jest jasna, etap emocjonalny zamknięty. Moja była żona pozostanie moją przyjaciółką."

Brzmi jak zakończenie, które mogłoby być gorsze. Ale i tak - trudno nie myśleć o tym, co czuła Dominika, odbierając tamten telefon.