Jeden dzień, cztery wpadki z rzędu - i to wszystko zanim zdążył wsiadać do pociągu. Ralph Kaminski nie wytrzymał i wylał żale na Facebooku.

Miniurlop w Krakowie, dwa wolne dni po siedmiu tygodniach pracy - brzmiało jak raj. Okazało się piekłem w pigułce.

Gotówka, milczenie i buta taksówkarza

Wszystko zaczęło się niewinnie - od próby rozmienienia pieniędzy na dworcu w Krakowie. Kaminski potrzebował drobnych do przechowalni bagażu. Pracownicy okienka odmówili pomocy. "W okienku starsi pan i pani niemilo mówią, że nie wolno im wymieniać. 'Co mam zrobić?', pytam. Nie dostaję odpowiedzi. Odpowiedź jest milczeniem" - napisał wokalista na Facebooku. Pomogła mu dopiero dziewczyna z pobliskiej kawiarni.

Kolejny problem czekał przy postoju taksówek. Kaminski chciał szybko podjechać w okolice krakowskiej "Piwnicy Pod Baranami". Żaden kierowca nie przyjmował karty. "Pytam: 'Czy można kartą?'. Wszędzie tylko gotówka. Mówię: 'Panowie, jest XXI wiek'" - relacjonował w tym samym wpisie.

Jednemu z taksówkarzy podobno nie spodobał się ton piosenkarza. Dał mu do zrozumienia, żeby zamilkł - i to w sposób, który nie pozostawiał miejsca na dyskusję. "Ja w szoku" - skwitował Kaminski, nie kryjąc rozgoryczenia.

Pociąg bez klimy i komentarz o mentalności

Wokalista zdążył na pociąg - ale i tam nie czekało go nic dobrego. Skład przepełniony, klimatyzacja sprowadzała się do otwartych okien. "Leje się ze mnie, nie tylko ze mnie, obyśmy cało dojechali" - pisał Kaminski, dodając, że upał najwyraźniej wszystkim miesza w głowach.

W tym samym wpisie nie omieszkał rzucić bardziej ogólnej uwagi - o ludziach, którzy jego zdaniem mentalnie utknęli w poprzedniej epoce. Wpis zakończył z wyraźną ironią: "Cudownego dnia pięknego lata 2026" - i emotikona słońca.

Artysta niedługo po tym feralnym poniedziałku wystąpił na koncercie "Wrocław Przyszłości" transmitowanym w Polsacie. Fani w komentarzach przyznawali mu rację - wielu zna te krakowskie taksówkarskie zwyczaje z własnego doświadczenia. Wy też? Dajcie znać w komentarzach.