Pięćdziesiąt tysięcy butelek wody za darmo i woda w punktach gastronomicznych za trzy złote - tak wygląda plan na finałowy weekend Dawida Podsiadły w Warszawie. Organizatorzy 'Obrotowego Tour' poszli na ustępstwa, których w polskiej branży koncertowej raczej się nie widuje.
Trasa, która zdążyła zebrać cięgi od fanów, kończy się z przytupem - i to nie tylko muzycznym. Organizatorzy finałowych koncertów Dawida Podsiadły w Warszawie opublikowali na dwie doby przed imprezą komunikat, który natychmiast obiegł media społecznościowe. Wokalista udostępnił go na swoich InstaStories.
Co wolno wnieść na stadion?
Fani dostaną konkretne ulgi z powodu rekordowych upałów. Na teren stadionu można wnieść dowolną liczbę butelek wody o pojemności 0,5 litra lub puste bidony - napełnienie ich w darmowym punkcie na obiekcie będzie możliwe bez żadnych ograniczeń. Organizatorzy sami zaplanowali rozdać 50 tysięcy butelek. W punktach gastronomicznych woda ma kosztować symboliczne trzy złote - przy cenach stadionowych to niemal rewolucja.
Przy wejściach staną kurtyny wodne do ochłodzenia się. Zaleca się też krem z filtrem, nakrycie głowy i wachlarz lub mały wiatraczek. Jak na polskie standardy koncertowe - to naprawdę niespotykane podejście.
Trasa, która nie była łatwa
'Obrotowy Tour' ruszył na początku czerwca - Podsiadło zaplanował weekendowe koncerty w Chorzowie, Poznaniu, Łodzi i Warszawie. Na stolicę przypadają dwa ostatnie, finałowe wieczory. Trasa od początku zbierała mieszane recenzje: krytykowano nowy teledysk wypuszczony tuż przed jej startem, wygląd artysty, a przede wszystkim - nagłośnienie. Fani masowo narzekali w sieci, że problemy techniczne skutecznie psuły odbiór muzyki.
Podsiadło zabrał głos podczas drugiego koncertu w Chorzowie. Powiedział wprost ze sceny: "Przepraszam, że was rozczarowuję i zawodzę. Cieszę się, kiedy tego nie robię i na pewno wam obiecuję, że będę starał się jak najczęściej was radować, a jak najrzadziej smucić. Dziękuję, że mimo wszystko przychodzicie. Spotykamy się. Mam nadzieję, że łączy nas o wiele więcej miłych rzeczy niż przykrych. To ogromny dar, że mogę robić to, co robię. I pamiętajcie, że nigdy o tym nie zapominam."
Czy warszawski finał wymaże złe wspomnienia z poprzednich przystanków trasy? Fani mają nadzieję - i przynajmniej tym razem nie umrą z pragnienia.




