Chwalińska przegrała finał, a Podsiadło wszedł na scenę w Chorzowie i dotrzymał słowa. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zaśpiewało dla niej 'Sto lat' - bo tak im kazał.
Maja Chwalińska stoczyła w sobotę jeden z najważniejszych meczów w swojej karierze. Finał Roland Garros przegrała, ale Polska i tak była po jej stronie. Jednym z głośniejszych kibiców okazał się Dawid Podsiadło.
Obietnica złożona przed finałem
Jeszcze przed meczem muzyk nagrał dla tenisistki specjalną wiadomość. Odkrył przy okazji zaskakujący rodzinny trop - jego ciocia, nauczycielka WF-u i tenisistka, miała swego czasu opiniować praktyki Pawła Kałużego, pierwszego trenera Chwalińskiej. Oboje wywodzą się z Dąbrowy Górniczej, gdzie Mai stawiała pierwsze kroki na korcie.
Podsiadło zapewnił ją wtedy wprost: niezależnie od wyniku, wieczorem zaśpiewa dla niej na koncercie.
Stadion Śląski zaśpiewał razem z nim
Sobotni wieczór, Chorzów, Stadion Śląski. Podsiadło wszedł na scenę i nie zapomniał. W pewnym momencie zatrzymał się i zwrócił do tłumu:
"Zróbcie wielki hałas dla Mai Chwalińskiej. Obiecałem Mai i obiecałem w telewizji, więc nie mogę się z tego wycofać. Wiem, że może nie ustaliliśmy tego wcześniej, ale jeśli mogę was prosić o głośne sto lat dla Mai za wszystko, co osiągnęła w tym turnieju, to serdecznie was poproszę" - powiedział ze sceny.
Nikt długo nie zwlekał. Kilkadziesiąt tysięcy gardeł zaśpiewało razem.
Chwalińska odpadła z Roland Garros jako pierwsza Polka w finale tego turnieju od dekad. Wygrała serca kibiców - i najwyraźniej także serce pewnego muzyka z Dąbrowy Górniczej.
Czy to był najpiękniejszy moment całego weekendu? Napisz nam w komentarzu.




