Pracownica ZUS powiedziała mu wprost: niech pan kupi pensjonat. Posłuchał. Krzysztof Piasecki ma dziś 76 lat i - jak sam przyznaje - żyje spokojnie z tego, co odłożył.

Kabaret, Polsat i nagłe zniknięcie

Krzysztof Piasecki przez dekady był jedną z twarzy polskiej satyry. W latach siedemdziesiątych rozkręcił karierę w kabarecie Pod Egidą, a w latach dziewięćdziesiątych trafił do telewizji. W Polsacie występował w "Dyżurnym Satyryku Kraju" u boku Janusza Rewińskiego i Tadeusza Drozdy. Z Rewińskim prowadził też satyryczny format "Ale plama". Pojawiał się w "Śmiechu warte".

Potem kariera przycichła. Cztery lata temu Piasecki całkiem zniknął z show-biznesu - i nie był to przypadek. Przeszedł poważne problemy zdrowotne. Od ponad czterdziestu lat mieszka z rodziną w Krakowie i to się nie zmieniło.

"Jak się ma tyle lat, co ja, to się można różnych rzeczy spodziewać" - przyznał satyryk w wywiadzie dla Onetu. "Nie mogę latać samolotem, jeździć na nartach ani chodzić po górach. Czyli z przyjemności została mi jazda samochodem - całe szczęście!"

Rada z ZUS, która zmieniła wszystko

Piasecki udzielił ostatnio wywiadu serwisowi Złota Scena i opowiedział historię, która tłumaczy, skąd dziś ma pieniądze na życie. Kiedy zarabiał bardzo dobrze, postanowił sprawdzić, jaka emerytura mu przysługuje. Poszedł do ZUS.

I wtedy usłyszał coś, czego się nie spodziewał.

"Pani spojrzała się na mnie, nie kryjąc uśmiechu, zapytała, czy dużo zarabiam. Potwierdziłem i ona odpowiedziała: 'niech pan sobie kupi pensjonat w Zakopanem'" - ujawnił satyryk. "Miała rację, odłożyłem pieniądze i z tego żyję."

Dla jasności: Piasecki pensjonatu nie prowadzi. Lubi za to żartować, że ma w Zakopanem własną ulicę - chodzi oczywiście o ulicę Wenantego Piaseckiego, z którym nie jest spokrewniony. Humor mu dopisuje.

Na imprezach branżowych się nie pojawia, na scenie nie występuje. Ale z fanami kontakt utrzymuje - przez media społecznościowe, własny kanał na YouTube i felietony w serwisie Life in Kraków. Emeryt aktywny, choć na własnych warunkach.

Czy ta historia z ZUS brzmi znajomo? Pewnie niejeden z nas słyszał coś podobnego od rodziców albo dziadków - tylko mało kto miał wtedy tyle gotówki, żeby faktycznie posłuchać. Piasecki miał. I wychodzi na swoje.

Co myślicie o takiej emeryturze? Dajcie znać w komentarzach.