Przed kościołem coś się w niej zatrzasnęło. Pakosińska szła do ślubu z Tomaszem Wiadernym i już wtedy wiedziała, że tego nie chce.
Katarzyna Pakosińska jest dziś szczęśliwą żoną gruzińskiego księcia Irakliego Basilaszwilego. Mało kto pamięta, że wcześniej była już mężatką. I że to małżeństwo zaczęło się od złego znaku.
Rodzice naciskali, ona ustąpiła
Pakosińska przyznała wprost, że pierwszą decyzję o ślubie podjęła pod wpływem rodziny, nie serca. Jej rodzice - jak sama opisała w książce "Sama. Rozmowy o samotnym macierzyństwie" - byli "bardzo, może trochę za bardzo tradycyjni". Młodsza siostra artystki wyszła za mąż w wieku 23 lat i założyła szczęśliwą rodzinę. Pakosińska zbliżała się do trzydziestki, a w jej życiu nie było na horyzoncie żadnego ślubu.
"Rodzice bardzo naciskali na moje małżeństwo - siostra już założyła rodzinę, a ja się ociągałam. Zaraz miałam skończyć 30 lat, a nie widać było, żebym coś działała w kierunku zamążpójścia" - tłumaczyła w tej samej książce.
Jej wybranek, Tomasz Wiaderny, był artystą plastykiem i wieloletnim przyjacielem. Związek wyglądał sensownie z zewnątrz. W środku - zupełnie inaczej.
Gołąbek nie odleciał. Ona to zapamiętała
Pakosińska szczerze opisała chwilę tuż przed ślubem. "Wędrowałam do ołtarza i gdy zatrzymałam się przed kościołem, cała moja natura mówiła: nie. Tak nie powinna czuć się panna młoda" - wyznała w książce.
Po ceremonii para dostała do rąk dwa gołębie. Gołąbek Tomasza odleciał. Jej wtuliła się w nią i nie chciała ruszyć. Pakosińska przyznała, że umie czytać takie znaki.
Małżeństwo przetrwało do 2008 roku. Para doczekała się córki, ale Pakosińska podjęła decyzję o odejściu. Rodzina podobno długo nie mogła jej tego wybaczyć. Ona jednak postawiła na siebie.
Dziś, u boku Irakliego, wygląda na kobietę, która dobrze wie, czego chce. Może właśnie dlatego, że raz już posłuchała innych zamiast siebie.
Czy rodzinna presja przy ślubie to nadal temat tabu? Dajcie znać w komentarzach.



