Monika Olejnik wróciła z Paryża z jedną historią, którą opowiada każdemu. Maja Chwalińska, John McEnroe i słowo "vintage" - brzmi jak początek żartu, ale to prawdziwe kulisy Roland Garros.
Cały Paryż mówił o Majce
Monika Olejnik spędziła kilka dni w Paryżu i śledziła turniej Roland Garros na żywo - z trybun, nie z kanapy. Chwalińska dotarła do finału jako debiutantka i przegrała z Mirrą Andriejewą, ale dla dziennikarki to był sukces bez żadnych zastrzeżeń. Olejnik pisała o tym wprost w mediach społecznościowych tuż po meczu.
W rozmowie z Plejadą przyznała, że temat Chwalińskiej gonił ją dosłownie wszędzie. "Odwiedzając najpiękniejsze miejsca Paryża, wszędzie słyszałam, że Maja jest fantastyczna. W Musée d'Orsay na wystawie Renoir & Love, w muzeum LV na wystawie Caldera, spacerując ulicami Paryża na Montmartre - wszędzie spotykałam ludzi zachwyconych Mają" - relacjonowała.
Zwykli turyści w kolejce do muzeum rozmawiali o polskiej tenisistce. To chyba najlepszy miernik tego, czym był ten finał dla Polski.
McEnroe zapytał, czy wie, kim jest
Ale najlepsza historia rozegrała się za kulisami, przed finałem gry mężczyzn. Olejnik na własne oczy widziała, jak 25-letnia Chwalińska rozmawia z Andre Agassim i Johnem McEnroem - 67-letnim, jak zaznacza dziennikarka - legendą tenisa.
McEnroe zapytał wprost, czy Maja w ogóle wie, kim jest. Odpowiedź była natychmiastowa. "Gdy byłam młodsza, oglądałam dużo tenisa. Również tego w stylu vintage. Przepraszam. Więc tak, definitywnie wiem, kim jesteś" - zacytowała Chwalińską rozbawiona Olejnik.
"Vintage" powiedziane w twarz legendzie, z uśmiechem i bez mrugnięcia okiem. Trudno się dziwić, że Paryż to pokochał.
Olejnik podsumowała krótko: Chwalińska pokazała, że warto pracować nad sobą i ufać własnym możliwościom. Entuzjazm tenisistki i pozytywna energia - to zabrała dziennikarka z kortów Rolanda Garrosa.
A wy - widzieliście tę rozmowę z McEnroe? Dajcie znać w komentarzach, czy Maja ma szansę na finał za rok.




