Doda zaczęła od żartu o ciuchach, a skończyła na czymś, co Chwalińska powinna sobie wydrukować i powiesić nad łóżkiem.

Maja Chwalińska wróciła z Paryża z owacjami na stojąco i srebrnym medalem. Bez tytułu, ale z historią: jako pierwsza kwalifikantka w dziejach turnieju dotarła do finału Rolanda Garrosa. W decydującym meczu lepsza okazała się Mirra Andriejewa.

Po powrocie do kraju Chwalińska nie znikała z ekranów - fani na lotnisku, brawa w "Dzień Dobry TVN", relacja na Instagramie z podziękowaniami dla kibiców. A do tego jeden wyraźny sygnał: potrzebuję teraz czasu dla siebie.

Co Doda powiedziała Chwalińskiej?

Finał śledziła też Doda. W rozmowie z Jastrząbpost.pl piosenkarka nie kryła entuzjazmu - choć zaczęła nieoczekiwanie. "Gdybym mogła, to byłabym jej sponsorem ciuchów, tylko obawiam się, że byłyby zbyt seksi" - rzuciła z uśmiechem.

Sekunda przerwy i już poważnie. Doda powiedziała wprost: "Przede wszystkim pragnę jej powiedzieć to, żeby nawet przez chwilę nie pomyślała, że ktokolwiek się nią zawiódł albo, że nie dała rady, czy jakikolwiek poczuła żal. Uważam, że jeszcze wielokrotnie zdobędzie pierwsze miejsce (...) Niech się cieszy z tego ogromnego sukcesu, niech się teraz pławi w tym i za jakiś czas pokaże na co ją stać."

Chwalińska już odpoczyna

Sama Chwalińska nie czeka na kolejne głosy z zewnątrz. W środę 10 czerwca opublikowała relację na Instagramie, w której podziękowała za wsparcie i jasno dała do zrozumienia: teraz czas na regenerację. Bez wielkich planów, bez deklaracji - tylko chwila dla siebie po turniejowym biegu życia.

Czy Doda ma rację, że to dopiero początek kariery 24-latki? Kibice nie mają wątpliwości - komentarze pod jej postem mówią same za siebie. A wy co sądzicie?

Doda o Mai Chwalińskiej. Ma dla niej bezcenną radę
Doda o Mai Chwalińskiej. Ma dla niej bezcenną radę, (© Paweł Wrzecion)
Doda podczas trzeciego dnia festiwalu w Opolu
© Mieszko Piętka