Gwiazda opowiedziała o zaręczynach w windzie i wyznała prawdę o tym, dlaczego ślub się opóźnia. Okazuje się, że jej ukochany wciąż nie jest rozwiedziony.
Monika Goździalska chciałaby już być panią młodą, ale zamiast sukni ślubnej czeka na... papery rozwodowe narzeczonego. Gwiazda otworzyła się o przeszkodach na drodze do ołtarza i ujawniła, jak naprawdę wyglądały jej zaręczyny.
Ślub odłożony na później. Powód? Narzeczony wciąż ma żonę
Monika Goździalska marzy o ślubie, ale nie wszystko idzie zgodnie z planem. W rozmowie z mediami wyjawiła, że jej ukochany wciąż jest żonaty i czeka na finalizację rozwodu. "No jak się rozwiedzie, to tak. No właśnie ciężko to idzie" - powiedziała szczerze gwiazda.
Dodała, że głównym problemem są koszty procedury. "Każdy ma swoją przeszłość, a nie mają dzieci, ale żyjemy w świecie, gdzie rozwód kosztuje pieniądze. No, więc to jest chyba główna przyczyna tego, więc poczekamy" - tłumaczyła w rozmowie z mediami.
Gwiazda nie chciała jednak zbyt długo rozmyślać nad trudnościami. Przeszła na bardziej przyjemny temat - swoje zaręczyny, które opisała jako niezwykle romantyczne.
Oświadczyny w windzie. Historia pełna romantyki
Goździalska ujawniła, że choć publicznie mówiła o zaręczynach na statku, rzeczywistość była inna - i dużo bardziej intymna. "Ogłosiłam, że zaręczyliśmy się na statku, ale my się nie zaręczyliśmy na tym statku, tylko w windzie. To była winda, w której on mnie pierwszy raz pocałował" - wyznała. Narzeczony wybrał miejsce pełne znaczenia dla pary.
Moment oświadczyn trwał dłużej, niż można byłoby się spodziewać. "Stałam z dziesięć minut w tej windzie i negocjowałam, mówię: 'Ale będziesz dla mnie dobry, ale będziesz taki...'" - opowiadała ze śmiechem. Para zatrzymała windę na dziesięć minut w całym wieżowcu. "On mi się tam oświadczył. Milioner w sercu, milioner w mózgu, milioner w uczuciach, ostoja spokoju" - opisywała swojego partnera pełna uczucia.
Goździalska już raz była żoną. Rozwód ją wiele nauczył
To nie pierwsza zaręczyny gwiazdy. W 2018 roku wyszła za mąż na Malediwach, ale małżeństwo nie przetrwało. Po rozwodzie miała trudny okres - były mąż nic jej nie zostawił. "Nic mi nie zostawił, ciężko pracuję. Jakoś się tam dogadaliśmy, ale zaczęłam życie od nowa z pięcioma tysiącami złotych na koncie. Można? Można!" - przyznała w mediach. Dodała, że półtora roku temu "naprawdę było źle".
Ale teraz Goździalska zdaje się być szczęśliwa. Czeka cierpliwie na rozwód narzeczonego, aby móc w końcu stanąć przed ołtarzem. Tym razem wierzy, że będzie inaczej.
Materiał przygotowany przez redakcję z wykorzystaniem narzędzi automatyzacji.