Emilia Komarnicka i Redbad Klynstra wychodzili z sali rozpraw rozpromienieni. Para, która przez dekadę grała w jednym spektaklu małżeńskiego życia, na końcu znalazła zgodę - nie jako małżonkowie, ale jako rodzice dwóch synów.

Dziewięć lat razem, koniec w uśmiechu

Emilia Komarnicka wyszła za aktora Redbada Klynstrę w 2015 roku. Przez dekadę grali parę - dosłownie i w życiu prywatnym. Mieli dwóch synów: Kosmę (ur. 2018) i Tymoteusza (ur. 2020). W ubiegłym roku latem zrobili pierwszy krok ku rozstaniu - wrócili do swoich nazwisk. Wtedy jeszcze udawali, że to czysta wygoda zawodowa. "Każdy z nas ma swój zawodowy tor. Od teraz artystycznie posługujemy się własnymi nazwiskami" - tłumaczyła Komarnicka. Wszyscy wiedzieli, że to początek końca.

Rozprawie się nie bali. Przytulili się na pożegnanie

Pierwsza rozprawa rozwodowa odbyła się 9 czerwca. Podobno była kultura i spokój - żaden z nich nie chciał dramat dla mediów. Gdy opuszczali salę, byli w dobrych nastrojach. Uśmiechali się. Na pożegnanie przytulili się do siebie. "W sądzie byli w stosunku do siebie bardzo kulturalni. Ale nie widzą możliwości, by ich związek trwał" - zdradziła znajoma pary tygodnikowi "Na żywo". Komarnicka miała jasne oczekiwania: wsparcie finansowe i to, by Redbad interesował się chłopcami. Synowie mają z tatą świetny kontakt, więc rozstanie nie musiało być wojną.

Już tylko formalności

Wszystkie dokumenty są uzupełnione. Teraz czekają tylko na posiedzenie niejawne, gdzie rozwód zostanie ogłoszony oficjalnie. "Obojgu bardzo ulżyło, że w zasadzie mają to za sobą" - informuje "Na żywo". To rzadki scenariusz w showbiznesie - rozwód bez dramat, bez mediów, bez szantażu. Emilia i Redbad pokazali, że można się rozejść jak dojrzali ludzie. Dla ich synów będzie to przede wszystkim normalność.