Zagrał u Kieślowskiego, krytycy wieszali na nim wielkie nadzieje - i nagle przepadł. Jacek Sas-Uhrynowski, były mąż Agnieszki Kotulanki, sam wybrał życie bez kamer.
Zagrał u Kieślowskiego, krytycy wieszali na nim wielkie nadzieje - i nagle przepadł. Jacek Sas-Uhrynowski, były mąż Agnieszki Kotulanki, sam wybrał życie bez kamer.
Miłość od pierwszego wejrzenia i wspólna ucieczka za ocean
Zakochali się na korytarzu warszawskiej PWST. Kotulanka mówiła w wywiadzie dla "Sukcesu", że przy Jacku wszystko wydawało się prostsze. Pobrali się jeszcze przed dyplomem, razem trafili do Teatru Współczesnego, razem zaczęli pojawiać się na planach filmowych.
On miał więcej szczęścia. Debiut w "Przypadku" Krzysztofa Kieślowskiego zrobił z niego wschodzącą gwiazdę. Dobre role w "Był jazz" i "Jeziorze Bodeńskim" tylko to potwierdzały. A potem - w 1989 roku - zaproponował żonie przeprowadzkę do Kanady. Mieli już dwoje dzieci. Kotulanka nie chciała jechać, ale dała się przekonać.
Dwa lata i koniec małżeństwa
Za granicą Sas-Uhrynowski brał się za różne zajęcia, żeby sfinansować studia podyplomowe na The University of Tallahassee. Kotulanka grała na imprezach dla Polonii. "Nie za wiele było tego grania, więc się nudziłam" - wspominała po latach w rozmowie z "Na żywo".
Wytrzymała dwa lata. W 1991 roku wróciła do Polski i rozwiodła się z mężem po 12 latach małżeństwa. Kilka lat później dostała rolę Krystyny Lubicz w "Klanie" i stała się ulubienicą telewidzów.
Sas-Uhrynowski wrócił do kraju dopiero pod koniec lat 90. Zagrał jeszcze jedną rolę - i wiedział, że ostatnią. Miał już inny plan.
Restauracja, doradztwo i zero ścianek
Przyjechał z gotową ofertą pracy - jako przedstawiciel biznesowy marki napojów gazowanych. Potem wszedł w gastronomię. W 2007 roku otworzył w Warszawie restaurację "Róża Wiatrów". Przy prowadzeniu lokalu i firmy spożywczej pomagała mu druga żona, Barbara.
Dziś - jak sam opisuje się w mediach społecznościowych - pracuje jako niezależny doradca i project manager dla kilku firm. Wywiadów nie udziela, na ścianki nie chodzi, prywatność chroni szczelnie.
Ostatnio sfotografowali go paparazzi w lutym 2018 roku - na pogrzebie Agnieszki Kotulanki.
Czy to odwaga, czy strata dla polskiego kina? Napiszcie w komentarzach.




