Pół wieku czekali na wspólną rolę. Barbara i Jacek Bursztynowiczowie spotkali się na scenie dopiero teraz - i przy okazji Barbara bezlitośnie podsumowała młodsze pokolenie jednym zdaniem.

Pół wieku czekali na wspólną rolę. Barbara i Jacek Bursztynowiczowie spotkali się na scenie dopiero teraz - i przy okazji Barbara bezlitośnie podsumowała młodsze pokolenie jednym zdaniem.

Najpierw szkoła, potem ślub, a scena... dopiero po 50 latach

Barbara i Jacek Bursztynowiczowie poznali się w warszawskiej PWST. Ona była na pierwszym roku, on o dwa lata starszy - i od razu zrobił na niej wrażenie. W wywiadzie dla "Vivy" Barbara wspominała, że wymarzony mężczyzna musiał spełniać konkretne warunki: inteligentny, dowcipny, wrażliwy, przystojny i grający na fortepianie. Jacek wyrobił normę.

Małżeństwo budzi podziw od dekad. Ale jest jedno "ale". Barbara od lat przyznaje wprost, że mąż płaci cenę za jej popularność. W podcaście "Rozmowy z E-Transitem" wyznała: "On tego nie okazuje. Trzeba mieć dużo takiej wyrozumiałości w stosunku do siebie i tej drugiej osoby, żeby znosić taką różnicę w choćby popularności. Ja jestem popularna, on się nauczył tego."

Wyrzuty sumienia? Owszem. Ale przynajmniej coś z tym zrobiła. Regularnie sugerowała, żeby wreszcie zagrać razem - i w końcu się udało. W plenerowym spektaklu "Komedia omyłek" w ramach cyklu "Szekspir w parku" Bursztynowiczowie stanęli na scenie ramię w ramię. Towarzyszą im inni aktorzy, którzy też łączą życie prywatne z zawodowym - Tamara Arciuch i Bartłomiej Kasprzykowski.

Młodzi aktorzy świetni. Jest tylko jeden problem

Barbara Bursztynowicz wykłada w warszawskiej AMA Film Academy i doskonale zna realia nowego pokolenia. W rozmowie z "Telemagazynem" zapytana, czy dzieli się wiedzą z młodszymi kolegami na planie, odpowiedziała bez owijania w bawełnę: "Nie mam zwyczaju nikogo uczyć. Owszem, jak uczę w szkole filmowej, to uczę. Oni doskonale posiedli ten zawód, więc nie ma powodu, by czegokolwiek ich uczyć."

Jedno jednak doskwiera. Punktualność. W tej samej rozmowie z "Telemagazynem" przyznała z rozbrajającą szczerością: "Czasami wydaje mi się, że jak przychodzę punktualnie, to jest to nauka dla reszty."

Krótko, dobitnie, bez taryfy ulgowej. Siedemdziesiąt dwa lata, pół wieku na scenie i zero cierpliwości dla spóźnialskich. Kto by się kłócił?