Jasny garnitur, biała koszula - i kilka godzin później brązowe plamy od tortu na całym stroju. Mąż Klaudii Halejcio zaliczył weselną wpadkę, która szybko stała się hitem sieci.
Oskar Wojciechowski wyszedł do ślubu jak z żurnala. Wrócił z przyjęcia jak z bitwy na torty. I właśnie o tym mówi teraz cały internet.
Garnitur na start, plamy na finisz
Na początku ceremonii pan młody prezentował się nienagannie - jasny garnitur, biała koszula, ponadczasowy szyk pasujący do luksusowej oprawy całego ślubu. Klaudia Halejcio i Oskar Wojciechowski od początku dawali do zrozumienia, że stawiają na luz, a nie weselne konwenanse. Wyszło to dosłownie.
Kiedy przyszedł czas na tort, elegancja poszła w odstawkę. To, co miało być efektownym momentem z pięknymi zdjęciami, przerodziło się w spontaniczną bitwę z kremem. Jasne spodnie i zielona koszulka Oskara pokryły się gęstymi brązowymi plamami od czekolady. W takim stroju pan młody wysłuchał potem oficjalnych przemówień.
Klaudia skomentowała to na InstaStories bez zbędnego owijania w bawełnę: "Kiedy bawicie się tak dobrze, że zapominacie, że mieliście mieć piękne zdjęcia przy podaniu tortu".
Fani: wpadka czy najlepszy moment wesela?
Internauci podzielili się na dwa obozy - jedni uznali plamiasty garnitur za uroczą pamiątkę, inni za klasyczne faux pas pana młodego. Większość jednak przyznaje, że takie ujęcia są warte więcej niż tysiąc wyreżyserowanych fotografii z ceremoniału.
Para zamieściła też inne relacje z wesela - pocałunki w deszczu, łzy, śmiech i spontaniczne kadry z parkietu. Menu złożone z trzydaniowej kolacji i słodkiego stołu dopełniło obrazu imprezy, na której nikt nie pilnował zbytnio protokołu.
Dystans do siebie i poczucie humoru? Halejcio i Wojciechowski mają tego w nadmiarze. Pytanie tylko, co powiedzieli o plamach chemicy od garniturów - bo jasna tkanina i czekoladowy krem to związek, który rzadko kończy się happy endem.
A wy - wolicie wesele z pięknymi zdjęciami czy z takimi wspomnieniami? Piszcie w komentarzach.










