Tapczan pełen listów od fanek, rola, która go irytowała, i 15 lat dobrowolnej nieobecności na ekranie. Jerzy Matałowski to jeden z tych polskich aktorów, których historia jest ciekawsza niż jakikolwiek serial.
Tapczan pełen listów od fanek, rola, która go irytowała, i 15 lat dobrowolnej nieobecności na ekranie. Jerzy Matałowski to jeden z tych polskich aktorów, których historia jest ciekawsza niż jakikolwiek serial.
Na studia aktorskie trafił przez przypadek. Prawie rzucił je po pierwszym roku
Matałowski nigdy nie marzył konkretnie o aktorstwie - chciał, jak sam przyznał w wywiadzie dla "Kuriera Polskiego", po prostu "być kimś". Do łódzkiej Filmówki przystąpił do egzaminów, bo odbywały się wcześniej niż na inne uczelnie. Zasada była prosta: próbuje raz, nie dostanie się - odpuszcza. Dostał się. I niemal od razu pożałował. "Po pierwszym roku studiów byłem nimi tak znudzony, że zastanawiałem się, czy ich nie rzucić" - wyznał w tym samym wywiadzie.
Zostało go do dyplomu dosłownie kilka kroków, gdy wylądował przed kamerą po raz pierwszy - na planie etiudy kolegi z wydziału reżyserii. Miał 21 lat i jeszcze nie wiedział, co go zaraz czeka.
"Kolumby" zrobiły z niego gwiazdę. On chciał się jak najszybciej od nich odkleić
Janusz Morgenstern powierzył mu rolę Staszka Skiernika w "Kolumbach" i z dnia na dzień Matałowski stał się idolem młodego pokolenia. W wywiadzie dla "Tele Tygodnia" z 2005 roku wspominał: "W tapczanie przechowywałem stosy listów od dziewczyn, które codziennie przychodziły na adres Teatru Klasycznego w Warszawie, gdzie pracowałem. Trochę irytowało to moich kolegów".
Ale sam zainteresowany był tą sławą wyraźnie zmęczony. "Zależało mi, żeby się odkleić od tej roli. Nie czułem się do niej przywiązany" - tłumaczył w tym samym "Tele Tygodniu". Dwa lata po premierze serialu zgłosił się na przesłuchanie do "Czarnych chmur" - choć nie umiał jeździć konno. Reżyserowi Andrzejowi Konicowi powiedział, że jest świetnym jeźdźcem. Na pierwszym treningu spadł z konia. Jak sam opowiadał "Polityce" w 1991 roku - wyszło na jaw, że... niekoniecznie mówił prawdę.
Dwie duże role, sława, fankluby. I nagle - cisza. W 1984 roku Matałowski po prostu przestał przyjmować propozycje filmowe i serialowe. Przez kolejnych 15 lat pojawił się na ekranie zaledwie dwa razy, w epizodach. Teatr był dla niego ważniejszy niż kamera - od razu po studiach przeprowadził się do Warszawy i do końca życia pozostał wierny stołecznym scenom.
Do telewizji wrócił dopiero dzięki twórcom "Klanu" - skusiła go rola Rudzika, klasycznego czarnego charakteru. Potem pojawiał się jeszcze m.in. w "Samym życiu" i "Prawie Agaty".
Prywatność chronił żelazną ręką. "Nie chcę być celebrytą, o prywatnych sprawach też z mediami nie rozmawiam" - mówił w "Tele Tygodniu". Wiadomo, że w 1999 roku owdowiał po 19-letnim małżeństwie z Anną Gawlik, z którą miał syna Jacka. Później ożenił się z Dorotą Pudło i doczekał się jeszcze dwóch synów - Maurycego i Mikołaja.
Jerzy Matałowski zmarł nagle 1 grudnia 2013 roku. Miał 65 lat. Aktor, który mógł być gwiazdą przez dekady - wybrał scenę i spokój. Szanujemy to.



