Chciał, żeby ktoś podjął tę decyzję za niego. Najlepiej żona. Marina Łuczenko-Szczęsna odmówiła mu tej wygody.

Wojciech Szczęsny miał plan: emerytura, rodzina, spokój po latach zawodowej piłki. Plan przeżył dokładnie dwa miesiące. W podcaście RMF FM, w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem, bramkarz po raz pierwszy tak szczerze opowiedział, jak naprawdę wyglądały kulisy jego powrotu do gry.

Lewandowski dzwonił jeszcze z szatni

Gdy we wrześniu 2024 roku Marc-André ter Stegen doznał kontuzji, Barcelona zaczęła szukać zastępcy. Robert Lewandowski nie tracił czasu. Według słów samego Szczęsnego, kolega zadzwonił niemal natychmiast po zejściu z boiska. "Był jeszcze w szatni, a już mówił, że mogę się pakować" - wspominał bramkarz w rozmowie z Krychowiakiem. Telefony nie milkły. Wszyscy byli przekonani, że Szczęsny wróci. On sam - wcale nie.

"Byłem szczęśliwy. Spędzałem czas z rodziną, żyłem normalnie. Po tylu latach zawodowej piłki bardzo mi się to podobało i nie czułem, że czegoś mi brakuje" - przyznał w podcaście. Dlatego szukał wymówki. I szukał jej tam, gdzie wielu mężczyzn szuka jej w pierwszej kolejności - u żony.

Marina nie powiedziała "nie". Powiedziała coś zupełnie innego

Szczęsny liczył, że Marina Łuczenko-Szczęsna postawi weto. Że powie: zostajesz, mamy cię wreszcie dla siebie. Zamiast tego usłyszał coś, czego podobno się nie spodziewał. "Próbowałem przekonać Marinę, żeby powiedziała: 'Nie jedź'. Chciałem, żeby ktoś podjął tę decyzję za mnie. Ale ona za każdym razem odpowiadała dokładnie odwrotnie. Powiedziała: Jedź. Spróbuj. Takiej szansy już nigdy nie dostaniesz" - cytował żonę w rozmowie z Krychowiakiem.

Jej odpowiedź zaskoczyła go bardziej niż telefon od Lewandowskiego. Myślał, że po latach rozłąk i wyjazdów będzie wolała mieć go w domu. Przeliczył się.

Wątpliwości miał też czysto sportowe. "Oczywiście, że się bałem. Miałem kilka kilogramów więcej, nie trenowałem w rytmie profesjonalnego futbolu i wiedziałem, że będę oceniany od pierwszego dnia" - mówił szczerze. Do tego kontuzja obu rąk, z którą wszedł w treningi Barcelony. Podobno zdarzało mu się uprzedzać trenerów przed wyjściem na boisko, że może będzie musiał zejść wcześniej. Lewandowskiemu miał żartować, żeby na treningach strzelał tylko w jedną stronę - bo drugą ręką i tak nic nie złapie.

Dziś Szczęsny mówi, że nie żałuje ani jednej z tych decyzji. Przed nim trzeci sezon w barwach Barcelony. Marina, jak widać, wiedziała lepiej.

A wy - zgadzacie się z Mariną, że z takiej szansy się nie rezygnuje? Piszcie w komentarzach.