Maja Ostaszewska od lat jest twarzą kolejnych akcji prozwierzęcych - protesty przeciw futrom, adopcja pszczół, sprzeciw wobec bicia karpi. Teraz jej twarz zdobi kampanię reklamową marki galanteryjnej sprzedającej produkty ze skóry. I to nie jest dobry PR.
Maja Ostaszewska od lat jest twarzą kolejnych akcji prozwierzęcych - protesty przeciw futrom, adopcja pszczół, sprzeciw wobec bicia karpi. Teraz jej twarz zdobi kampanię reklamową marki galanteryjnej sprzedającej produkty ze skóry. I to nie jest dobry PR.
Reklama, która nie powinna nikogo zaskoczyć - a zaskoczyła wszystkich
Kampania pojawiła się w sieci jakiś czas temu i z lekkim opóźnieniem wywołała lawinę. Fani i obserwatorzy aktorki zaczęli pytać wprost: jak można przez lata nagłaśniać krzywdę zwierząt i jednocześnie sygnować twarzą markę, która na tej krzywdzie zarabia?
Ponoć krytyczne komentarze znikały z profili Ostaszewskiej szybciej, niż zdążono je przeczytać. W końcu jednak aktorka zabrała głos - i tu zaczęły się prawdziwe kłopoty.
Ostaszewska postawiła na wizerunek nieidealne kobiety, która "nie udaje". Powiedziała, że zależy jej na prawach zwierząt, ale nie mieszka w puszczy i nie żywi się tym, co rośnie koło domu - a w jej szafie jest miejsce na skórzane buty.
Największa celebrycka zbrodnia? Brak konsekwencji
Problem w tym, że nikt jej nie zarzucał życia w ascezie ani noszenia butów z etycznie pozyskiwanego bambusa. Zarzut był inny - i konkretny: czy AKTYWNE REKLAMOWANIE marki ze skórzanymi produktami to nie jest coś więcej niż zwykłe posiadanie skórzanych butów w szafie?
Jakub Żulczyk skomentował podobne sytuacje krótko i bez owijania w bawełnę w jednym z wywiadów: "Jest to zwyczajnie durne".
W erze budowania wizerunku w mediach społecznościowych największym grzechem nie jest hipokryzja - bo ta zawsze była i będzie udziałem wszystkich. Największym grzechem jest brak konsekwencji, który daje się zauważyć na pierwszy rzut oka. Ostaszewska przez lata zbierała medialny kapitał jako aktywistka. Teraz - według krytyków - sama go przepalila jedną kampanią reklamową.
Czy odpowiedź aktorki kogokolwiek przekonała? Sądząc po liczbie komentarzy - raczej nie. Co o całej sprawie myślicie? Dajcie znać w komentarzach.


