Maciej Dowbor nie ukrywa: matka mu pomogła. Ale tylko na początku. W rozmowie z radiową Trójką otworzył się o tym, jak być dzieckiem znanej twarzy telewizji wcale nie jest takie różowe - i dlaczego talent zastępuje każdy konekt.

Nazwisko jak drzwi otwarte - i zamknięte

Blisko ćwierć wieku temu Maciej Dowbor stawiał pierwsze kroki w radiu. Rozpoznawalne nazwisko matki - Katarzyny Dowbor, ikony polskiego tele - wzbudzało ciekawość i ułatwiało dostęp do redakcji. Tego nie będzie ukrywać: "Rozpoznawalne nazwisko z pewnością wzbudzało ciekawość i ułatwiało zwrócenie na siebie uwagi mediów oraz publiczności" - mówi syn prezenteren w rozmowie z VOX FM. Brzmi jak wygrany los na loterii mediów. Rzeczywistość? Bardziej skomplikowana.

Presja zamiast przywileju

Za każdą otwartą drzwią kryła się druga strona medalu - krytyka bez dna. Maciej nie mógł sobie pozwolić na błędy, które są naturalne dla każdego ucznia zawodu. "Miałem świadomość, że potknięcia czy niedociągnięcia, które na początku drogi są naturalne, w moim przypadku będą natychmiast dostrzeżone i skomentowane" - wspomina. To nie była paranoja. Krytycy rzeczywiście byli surowi - bardziej niż dla zwykłych debiutantów. Jakby oceniali nie młodego dziennikarza, ale dziecko celebrytki. Różnica? Ogromna. Dla Macieja oznaczała brak przestrzeni na spokojną naukę. Ale przyznaje też, że były momenty, kiedy znane nazwisko działało na jego niekorzyść. Fani matki czekali na porażkę, konkurencja uważnie obserwowała każdy ruch. To presja, którą nie zna większość jego rówieśników.

Talent mówi głośniej niż nazwisko

"Ostatecznie jednak i tak weryfikuje nas rynek" - podsumowuje Dowbor. Tu nie ma złudzeń. W pracy przed kamerą czy mikrofonem nie da się schować. Widz dostrzega wszystko. Nazwisko Katarzyny Dowbor mogło otworzyć drzwi redakcji, ale nie mogło trzymać syna w fotelu przez 25 lat. Do tego potrzeba było rzemiosła, talentu i konsekwencji. Maciej pracował latami - najpierw w Trójce, potem w telewizji. Dziś jest dziennikarzem, krytykiem muzycznym, a prywatnie mężem Joanny Koroniewskiej, z którą wychowuje dwie córki - Janinę i Helenę. Nie jest synem Katarzyny Dowbor, który przypadkiem znalazł się w mediach. Jest dziennikarzem, który się tym zajął na serio. "Nie będę ukrywał, że rozpoznawalność na starcie pomogła mi zaistnieć. Ale poza tym trzeba pracować latami na solidne rzemiosło" - kończy. Nie ma tu romantyzmu, nie ma "spełnienia marzeń". Jest równanie: nazwisko + talent + ciężka praca = kariera. Bez jednego z elementów, wszystko się sypie.