Grzegorz Małecki nigdy nie chciał być synem Anny Seniuk. Gdy na Akademii Teatralnej egzaminowała go matka, ona opuściła komisję, a on przez całe studia zwracał się do niej 'pani profesor'. Teraz aktor wreszcie mówi, jak sława matki rujnowała mu dzieciństwo.
Egzamin przed mamą - pierwszy dowód, że się nie przyznaje
Grzegorz Małecki (51 l.) na egzaminie na warszawskiej Akademii Teatralnej stanął przed komisją, w której zasiadała jego matka - profesor Anna Seniuk. Dwa warianty tej samej sceny: albo matka opuszcza salę, albo on czuje się obserwowany przez własną mamę. W rzeczywistości, jak wspomina aktor w rozmowie z Kayah w RMF Classic, wybrali pierwszą opcję - Anna Seniuk wstała i wyszła. Grzegorz zaś przez całe studia zwracał się do niej wyłącznie "pani profesor". Dystans między nimi był tak widoczny, że nikt z jego kolegów nie domyślał się, iż ta surowa wykładowczyni to jego matka.
"Wpadałem w szał, gdy ktoś nazywał mnie 'Seniukiem'" - wspomina aktor. Przez lata latami nie przyznawał się do swojego pochodzenia. To była świadoma strategia przetrwania - w świecie, gdzie matka należała do publiczności, on chciał należeć do siebie.
Matka w szczycie sławy, ojciec w gabinecie - dom bez rodziców
Alex Seniuk osiągnęła szczyt kariery na przełomie lat 70. i 80. Po "Czterdziestolatku" i Teatrach Telewizji jej twarz znała cała Polska. Ojciec Grzegorza, kompozytor Maciej Małecki, zamykał się w gabinecie i komponował. "To był dziwny miks, bo ja z jednej strony strasznie nie lubiłem pracy moich rodziców, bo w zasadzie ich nie było" - przyznaje syn.
Matka rzadko bywała w domu. Gdy była, domownicy musieli chodzić na palcach, żeby nie przeszkadzać ojcu. Grzegorz dorastał praktycznie bez rodziców - jeden zajęty sztuką, druga zajęta publicznym wielbieństwem. Nikt nie pytał go o szkołę, nikt nie siedział z nim przy kolacji. Był dzieckiem dwojga artystów, czyli dzieckiem nikogo.
Plaża jak arena - kolejka po autografy do jego matki
Rodzinne wakacje nad Bałtykiem w Jastrzębiej Górze były szczególnie bolesne. "W Jastrzębiej Górze to był jakiś koszmar, do naszego parawanu ustawiała się kolejka, kilkadziesiąt osób po autografy" - wspomina Małecki. Siedemnastoletni chłopak patrzył, jak jego matka podpisuje fotografie dla obcych ludzi. "Ja nie wiedziałem, czy ta moja matka to jest własność publiczna, czy moja matka."
To pytanie brzmi jak żart, ale dla dziecka gwiazdy to była realna trauma. Anna Seniuk należała do publiczności. On był dodatkiem do jej wizerunku - albo niewidzialny, albo czyjś syn.
Dlaczego wreszcie się przyznaje?
Aktor otworzył się dopiero teraz, w rozmowie z Kayah. Po latach dystansu, ukrywania się, wyparcia. Może dlatego, że jego matka ma 83 lata i już nie grozi mu etykieta "syna Seniuk". Może dlatego, że wreszcie rozumie, że ona też była ofiarą - nie mogła być matką w publicznym miejscu, bo publiczność zawsze była ważniejsza.
Annę Seniuk i Macieja Małeckiego łączyła miłość do sztuki i brak umiejętności rozdzielenia jej od życia prywatnego. Rozstali się w latach 90., gdy prawda o ich związku wyszła na jaw. Grzegorz dorastał w domu pełnym talentu i pustki.
"Bałem się, że się rozsypię" - powiedział kiedyś aktor o tym okresie. Teraz wie, że nie rozsypał się. Przemieniła go w aktora, który rozumie, co to znaczy być w cieniu. I nigdy już do tego nie wrócić.




