Joanna Kurowska nie toleruje aktorskiego gwiazdorzenia. W rozmowie z Mateuszem Hładkim w podcaście "Zbliżenie" wyznała, co najbardziej ją wkurza na planie - i nie przebierała w słowach.
Gwiazdorzenie? Tego Kurowska nie znosi
Joanna Kurowska ma jasną filosofię na planie. Traktuje wszystkich jednakowo - od osoby noszące kable, przez makijażystkę, aż do producenta. Dla niej stanowisko to nie przepustka do wywyższania się nad innymi.
"Ja w ogóle nie lubię jednej rzeczy u moich kolegów: jak gwiazdorzą. Przychodzą i gwiazdorzą i traktują niżej pewne osoby. Ja tak samo się odzywam do pana, który nosi kable, tak samo do prezesa firmy. Ja nie widzę różnicy. Człowiek to jest wielka rzecz i nie można się tak zachowywać" - stwierdziła w podcaście aktorka.
Kurowska zwróciła uwagę, że osoby odpowiedzialne za makijaż czy włosy to również ludzie, którzy mogą mieć ciężki dzień. Jej pojawienie się na planie nie oznacza, że wszystko musi się obrócić wokół niej.
"To był słuszny gniew" - Kurowska o emocjach na planie
Aktorka nie udaje świętoszki. Przyznała, że czasem podnosi głos i zdarza jej się nawet klnąć, gdy coś ją zdenerwuje. Ale - podkreśliła - emocje szybko jej przechodzą.
Opowiedziała konkretny przykład. Pewnego dnia wstała o czwartej rano, by o piątej pojawić się na planie. Tam czekała niespodzianka - nikogo jeszcze nie było. "Przyjeżdżam na plan, wstaję, czwarta rano, jadę, piąta, jestem na planie już, nikogo nie ma. Jak to tak?" - relacjonowała przejęta.
Kurowska nie pozostawiła tej sprawy bez echa. Skierowała pretensje do kierownika produkcji. Efekt? Podobna sytuacja już się nie powtórzyła. "Ale to było słuszne. To jest słuszny gniew" - podsumowała.
Źródło: podcast "Zbliżenie. Podcast Mówię Wam" z Mateuszem Hładkim.




