Grzegorz Małecki przez 20 lat ukrywał депressję tak głęboką, że bał się zwyczajnie powiedzieć 'dzień dobry'. Teraz, w rozmowie z Kayah w RMF Classic, syn Anny Seniuk zrobił coś, czego nigdy wcześniej nie robił - otworzył się całkowicie na temat swojej psychicznej walki.

# Depresja ukrywana przed wszystkimi

Grzegorz Małecki zawsze trzymał swoje życie prywatne z dala od mediów. Przez lata mało kto wiedział nawet, że jest synem słynnej Anny Seniuk. Teraz aktor postanowił przełamać milczenie i opowiedzieć o tym, co naprawdę go trapiło.

W podcaście "Kayah zaprasza" na antenie RMF Classic przyznał, że przez ponad dwie dekady zmaga się z potwornym smutkiem. Nie chodziło tu o przejściową smutkę - to była długotrwała walka, która pochłaniała każdy aspekt jego życia.

Bał się najprostszych rozmów

Aktor szczerze opisał, jak depresja paraliżowała jego codzienność. "Nie mówiłem nawet ludziom 'dzień dobry', bo bałem się, że się po prostu rozsypię" - zdradził Małecki. Wchodzenie na scenę, mimo że jest jego zawodem, było dla niego wysiłkiem ponad moje siły.

Prostsze sytuacje społeczne wywoływały panikę. Przy kasie w sklepie odwracał wzrok lub zamykał oczy, żeby nikt go nie zapytał. Na planie filmowym czy w teatrze uciekał od kolegów - nie potrafił siedzieć razem z innymi. "Uciekałem w każdej przerwie. W końcu uciekłem też z garderoby w teatrze, bo bałem się rozmów" - opowiadał bez owijania.

Do tego doszło pogorszenie relacji. "Rozpadły mi się wszystkie związki, właściwie wszystkie przyjaźnie i relacje" - przyznał Małecki. Smutkiem, którym się zmaga, nie było jednak nic konkretnego - żaden zewnętrzny powód. Po prostu był.

Od depresji do spełnienia

Na szczęście aktor szukał profesjonalnej pomocy i dziś jego życie wygląda zupełnie inaczej. "Jest super. Robię to, co chcę. Reżyseruję, jestem dyrektorem teatru, piszę felietony. Jestem spełniony i zadowolony z życia" - podkreślił.

Małecki jednak zaznaczył, że nie chce robić z tego tematu kariery. "Nie chciałbym za dużo o tym mówić, bo już raz opowiedziałem w wywiadzie i teraz wszyscy mnie o to pytają. Nie chcę robić kariery na opowiadaniu o swoim ciężkim życiu" - wyjaśnił szczerze.

Zaznaczył też, że choć wiele osób pisze do niego z podobnymi problemami, nie udziela porad. "Jeśli ktoś zmaga się z dużym smutkiem, powinien udać się do specjalisty" - radzi.

Wyznanie Małeckiego pokazuje, że nawet aktorzy, którzy na pozór mają wszystko, mogą walczyć z niewidzialnymi dla świata demonami. Ale równie ważne - można się z nich wydostać.