Pan na zamku w Lubniewicach, gość Windsorów na Royal Ascot, człowiek który dorastał, spędzając święta w austriackim zamku u cioci - i ten sam człowiek, który pójdzie do osiedlowego sklepiku sprawdzić, czy masło podrożało. Jan Lubomirski-Lanckoroński bardzo chce, żebyś o tym wiedział.
Pan na zamku w Lubniewicach, gość Windsorów na Royal Ascot, człowiek który dorastał, spędzając święta w austriackim zamku u cioci - i ten sam człowiek, który pójdzie do osiedlowego sklepiku sprawdzić, czy masło podrożało. Jan Lubomirski-Lanckoroński bardzo chce, żebyś o tym wiedział.
Książę (48 lat) od lat prowadzi starannie zaplanowaną kampanię wizerunkową pod hasłem: jestem arystokratą, ale swoim chłopem. Z jednej strony - 100-komnatowa rezydencja nad jeziorem Lubiąż, flagi na wieżyczkach, żona z tytułem hrabianki, zaproszenia od Windsorów. Z drugiej - regularne wywiady, w których Lubomirski tłumaczy, że też wie, co to drożyzna.
Ceny masła, chleba i bułki - książę podaje liczby
W rozmowie z Jastrząb Post Lubomirski-Lanckoroński wymienił aktualne ceny podstawowych produktów z pamięci i bez zawahania. Według niego masło kosztuje dziś od 10 do 12 złotych, bułka - około złotówki, a chleb od 4-5 zł wzwyż, choć za "wymuskany ze specyficznej piekarni" można zapłacić kilkanaście złotych.
"Mamy takie zielone zwierzątko na rogu i tam zdarza nam się bywać. Nastąpił ogromny wzrost cen, sam to widzę po takich produktach, jak chleb czy masło. Wbrew pozorom wiem, ile to kosztuje" - powiedział w wywiadzie dla Jastrząb Post. Dodał, że choć preferuje zakupy z dostawą do domu, osiedlowy sklep odwiedza regularnie.
Znajomość cen to dla księcia nie przypadek - to część tożsamości. Lubomirski od lat podkreśla, że zaczynał od zera. Dosłownie.
Zaczynał od kanapek. Serio
"Moje początki, ja nie wiem, dlaczego nikt mi nie wierzy, zacząłem od kanapek, fast food. No a z czego miałem mieć pieniądze? Od kogo? Od mojego ojca, inżyniera, czy od mojej matki, bibliotekarki?" - mówił Lubomirski w rozmowie z Pudelkiem. Historia o kanapkach wraca w każdym wywiadzie jak refren, bo książę wyraźnie uważa ją za swój najlepszy argument w sporze o oderwanie od rzeczywistości.
Całość jest zresztą logicznie spójna: skromne dzieciństwo (poza tymi świętami w austriackim zamku), sprzedaż kanapek, powolna budowa pozycji - i dopiero potem zamek, hrabianka za żonę, Karol III na speed dialu. Brzmi jak scenariusz serialu, w którym bohater sam pisze własną legendę.
Czy komukolwiek przeszkadza, że Jan Lubomirski-Lanckoroński zna ceny masła? Raczej nie. Ale fakt, że tak bardzo mu zależy, żebyś o tym wiedział - to już zupełnie osobna historia. Co myślicie - wychodzi mu ten balans między zamkiem a osiedlowym sklepem? Piszcie w komentarzach.




