Arystokrata z kontem w banku tłumaczy, ile potrzeba, żeby żyć normalnie. Jan Lubomirski-Lanckoroński podał konkretną kwotę - i od razu ją opatrzył gwiazdką.

Arystokrata z kontem w banku tłumaczy, ile potrzeba, żeby żyć normalnie. Jan Lubomirski-Lanckoroński podał konkretną kwotę - i od razu ją opatrzył gwiazdką.

10 tysięcy złotych. Ale nie w Warszawie

W rozmowie z Jastrząb Post przedsiębiorca i przedwojenny arystokrata w jednej osobie przyznał, że 10 tys. zł miesięcznie to kwota, przy której można mówić o komfortowym życiu. Zaraz jednak dodał, że wszystko rozkłada się inaczej w zależności od miasta - a Warszawa rządzi się własnymi, bezlitosnymi prawami kosztów.

"Ja myślę, że jak najbardziej. Ale Warszawa jest dużo, dużo droższa niż jakiekolwiek inne miasto. Nawet Kraków jest dużo bardziej ekonomiczny. Często ludzie mieszkają w Łodzi i przyjeżdżają do Warszawy, ponieważ koszty są niższe" - powiedział Lubomirski-Lanckoroński w wywiadzie dla Jastrząb Post.

Na tyle dobrze zna ten mechanizm, że sam rozważa budowę mieszkań pod wynajem w Łodzi. Biznes tam, gdzie ludzie uciekają przed stołecznym czynszem.

A co z minimalną krajową? Lubomirski-Lanckoroński nie owijał w bawełnę

Zapytany o najniższe zarobki, Lubomirski-Lanckoroński nie udawał, że wszystko jest w porządku. Przyznał, że przy minimalnej krajowej da się przeżyć - ale nie jest to łatwe, szczególnie gdy ktoś ma ambicje wykraczające poza opłacenie rachunków.

"Ludzie czasami dobrze sobie dają radę za mniejsze pieniądze. Kwoty w okolicy najmniejszej krajowej i tak dalej, ale nie jest to łatwe. Przy tych małych zarobkach jest trudno. Zależy od tego, jaką człowiek ma wizję swojego życia i co chce osiągnąć" - stwierdził w tym samym wywiadzie.

Innymi słowy: można przeżyć za mniej, ale marzenia kosztują osobno.

Ciekawe, że rady o budżetowaniu najlepiej brzmią w ustach kogoś, kto nigdy nie musiał wybierać między rachunkiem za prąd a karnecie na siłownię. Lubomirski-Lanckoroński ma jednak tę zaletę, że przynajmniej mówi wprost - bez owijania w bawełnę i bez udawania, że minimalna krajowa to wystarczający fundament pod życiowe plany.

Czy 10 tys. zł to Wasz próg komfortu? Piszcie w komentarzach - ciekawi nas, jak wygląda to poza Warszawą.