Powiedział jej, że ma na imię Andrzej. Umówili się na kawę przy Chmielnej i tak zaczęła się jedna z najbardziej rozpoznawalnych miłości w polskim sporcie.
Powiedział jej, że ma na imię Andrzej. Umówili się na kawę przy Chmielnej i tak zaczęła się jedna z najbardziej rozpoznawalnych miłości w polskim sporcie.
22 czerwca Anna i Robert Lewandowscy świętują 13. rocznicę ślubu. Przy okazji wróciły wspomnienia o tym, jak ta historia w ogóle się zaczęła - i nie był to żaden romans jak z Netflixa.
Andrzej, karate i kawiarnia na Chmielnej
Para poznała się w 2007 roku na obozie AWF-u. Robert - jak sam przyznał w rozmowie z magazynem "VIVA!" - wpadł tam tylko na jeden dzień i od razu zauważył przyszłą żonę. Anna była jednak daleka od zachwytu. Na randkę namówiła ją przyjaciółka, bo sama podchodziła do piłkarzy z dużą rezerwą.
Robert postanowił zagrać na siebie - dosłownie. Podał fałszywe imię. "Powiedział mi, że ma na imię Andrzej. Umówiliśmy się w kawiarence na Chmielnej" - wspominała Lewandowska. Ona z kolei spóźniła się na spotkanie, więc oboje zaczęli z pozycji niezbyt wzorowych kandydatów.
Robert twierdził, że myślała, iż gra w tenisa albo tańczy w balecie - i nie dowierzał, gdy usłyszał o jej karierze w karate. Para była kwita.
"Daj sobie szansę poznać faceta, którego nigdy nie poznałaś"
Anna długo nie była przekonana. W wywiadzie dla magazynu "Coaching" powiedziała wprost: "Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Łączył nas sport, wydawało mi się, że Robert nie jest dla mnie." Przełom przyniosło jedno zdanie piłkarza: "Daj sobie szansę poznać faceta, którego nigdy nie poznałaś."
"Pomyślałam, że to dobry bajer. A tak poważnie, to zdanie ze mną zostało... I tak się zaczęło" - dodała Ania.
W książce "Imperium Lewandowska" para opisała to jeszcze prościej: "Nagle znaleźliśmy siebie, takie dwa dopasowane puzzle i powiedzieliśmy sobie: dobra, let's go, zobaczymy, co z tego wyniknie."
Dziś mają dwie córki - Laurę i Klarę - i 13 lat małżeństwa za sobą. A imię Andrzej przeszło do historii rodziny Lewandowskich jako dowód, że czasem kłamstwo na dobry początek nie boli.
Macie swoje "pierwsze kłamstwo" z partnerem? Piszcie w komentarzach.



