Anna Lewandowska napisała dwa słowa pod zdjęciem z Ibizy i nieświadomie odpaliła lawinę transferowych spekulacji. Wszystko przez jeden komentarz wyrwany z kontekstu.
Anna Lewandowska napisała dwa słowa pod zdjęciem z Ibizy i nieświadomie odpaliła lawinę transferowych spekulacji. Wszystko przez jeden komentarz wyrwany z kontekstu.
Obserwatorka zapytała trenerkę o Turcję. Odpowiedź była krótka: "Będzie Turcja". I tyle wystarczyło. Sieć momentalnie połączyła to z doniesieniami o końcu przygody Roberta z FC Barceloną - piłkarzem mają być podobno zainteresowane tureckie kluby. Obok Turcji w grze miały być też Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska.
Obóz w Turcji, nie transfer do Turcji
Lewandowska szybko zorientowała się, co się dzieje, i zabrała głos na InstaStories. Wyjaśniła, że jej odpowiedź nie miała nic wspólnego z karierą męża - chodziło o jej własny obóz sportowy Camp by Ann, zaplanowany na październik w hotelu Regnum w Turcji.
"Spokojnie kochani, tym razem chodziło tylko o mój obóz Camp by Ann w Turcji w hotelu Regnum w październiku (zapisy już wkrótce). Ale przyznaję, internet działa szybciej niż plotki transferowe" - napisała na InstaStories.
Trenerka sama przyznała z dystansem, że sytuacja była kuriozalna. Jeden komentarz pod wakacyjnym zdjęciem przerodził się w ogólnopolską dyskusję o tym, gdzie wyląduje jeden z najlepszych napastników świata.
Co z transferem Roberta?
Przyszłość Lewandowskiego po Barcelonie pozostaje na razie otwartą kwestią. Według różnych doniesień medialnych piłkarzem interesuje się kilka klubów, jednak żadna konkretna decyzja nie padła. Anna swoim komentarzem nieumyślnie dolała oliwy do ognia - choć nie taki był jej cel.
Jedno jest pewne: każde słowo Lewandowskiej będzie teraz czytane przez fanów z lupą. Nawet zapowiedź obozu fitness może wywołać transferową burzę.
Czy Robert rzeczywiście trafi do Turcji - tym razem na poważnie? Dajcie znać w komentarzach, co myślicie.

