Rosół i pomidorówka jako terapia po zdjęciach - Magdalena Lamparska nie żartuje. W szczerym wywiadzie przyznała, że za każdą rolą kryje się coś, o czym widzowie nawet nie myślą, gdy siedzą przed ekranem.

Magdalena Lamparska rzadko mówi wprost o cenie, jaką płaci za swój zawód. Tym razem zrobiła wyjątek.

W rozmowie z dziennikarką Katarzyną Olubińską na jej kanale YouTube aktorka powiedziała bez owijania w bawełnę: aktorstwo to ciężka robota, której widzowie po prostu nie widzą.

"Mój zawód jest trudnym zawodem. Widzowie nie są tego świadomi. Pozwalam, żeby inna tożsamość przejęła mnie. I musisz mieć bardzo silny core, żeby potem móc wrócić też" - powiedziała Lamparska.

Co sprowadza ją na ziemię?

Rodzina Lamparskiej działa na nią jak reset. Aktorka przyznała, że po powrocie z planu właśnie bliscy - szybko i skutecznie - przypominają jej, jak wygląda normalne życie. Bez kamer, bez cudzych emocji, bez odgrywanej postaci.

"Absolutnie moja rodzina sprowadza mnie bardzo szybko na ziemię. I znowu wracam na te moje rosoły, pomidorówki i ja bardzo to doceniam, bo ja wtedy bardzo szybko, realnie wracam do tego, co jest prawdą o życiu" - powiedziała w tym samym wywiadzie.

Brzmi banalnie? Może. Ale Lamparska twierdzi, że właśnie ta zwyczajność ratuje ją po każdej trudniejszej roli.

Dom z kwiatami, ale z granicami

Aktorka opowiedziała też o tym, jak wychowuje swoje dzieci - syna Tymoteusza i córkę Milę. Przyznała, że wyniosła z własnego domu rodzinnego coś, co teraz przekazuje dalej: świadomość granic.

"Mój dom jest pełen kwiatów, mój dom jest pełen zapachów, ale też nie jest to taki dom, gdzie nie ma granic. I uważam, że te granice też są ważne dla naszych pociech" - zaznaczyła.

Na koniec zdradziła życiową zasadę, która trzyma ją w pionie niezależnie od tego, co przynosi show-biznes: "Z sukcesów się trochę cieszę, a z porażek trochę płaczę. Lubię zachowywać taki złoty balans".

Proste. Skuteczne. I - jak widać - działa od lat.

Czy wy też potrzebujecie rosołu po ciężkim dniu? Piszcie w komentarzach.