88-letnia Halina Kunicka powiedziała wprost, że rozmowy z synem 'nie bardzo się układają'. Marcin Kydryński nie zaprzecza - i idzie w tym wyznaniu jeszcze dalej.
88-letnia Halina Kunicka powiedziała wprost, że rozmowy z synem 'nie bardzo się układają'. Marcin Kydryński nie zaprzecza - i idzie w tym wyznaniu jeszcze dalej.
Dobry syn? Sam mówi, że nie
Kydryński przyznał w rozmowie cytowanej przez 'Dobry tydzień', że po śmierci ojca próbował odbudować więź z matką. Zabrał ją na wspólne wyjazdy - do Sewilli, do Lizbony. Brzmi pięknie. Tylko że sam nie ma złudzeń co do rezultatów.
"Nasze wspólne wyjazdy nie doprowadziły jednak do tego, że nagle stałem się dobrym synem, który często odwiedza, rozmawia, pyta o wszystko. Jednak mama wie, że w sytuacjach kryzysowych jestem do jej dyspozycji" - wyznał dziennikarz.
To szczerość, której trudno nie docenić. I trudno nie poczuć przy niej lekkiego ukłucia.
Kunicka też nie owija w bawełnę
Halina Kunicka w rozmowie z Dorotą Wellman powiedziała o synu rzeczy, które zostają w głowie. Przyznała, że Kydryński wprawdzie pojawia się u niej, kiedy jest w Warszawie, ale kontakt między nimi nie wygląda tak, jakby chciała.
"On przychodzi do mnie często, jak tylko jest w Polsce i w Warszawie. To nie bardzo tak jakoś nam się układa właściwie ta rozmowa. Tak sobie myślę, jak to jest możliwe, że to jest mój syn, ktoś najbliższy mi na świecie, bo teraz nie mam już nikogo bliższego" - mówiła 88-latka.
Słowa, które bolą podwójnie, bo wypowiedziane bez dramatyzmu. Po prostu konstatacja.
Kydryński w wywiadzie dla Interia Styl tłumaczył, że ta emocjonalna odległość ma długą historię. Kiedy miał 21 lat i wyprowadził się z domu, rozmowy z matką się urwały. A przy ojcu zawsze czuł się skrępowany - mimo że Lucjan Kydryński był, jak sam wspomina, serdecznym człowiekiem.
"Tata onieśmielał. Był serdecznym, ciepłym człowiekiem, ale miał w sobie coś takiego, co mnie krępowało. Nie rozmawialiśmy na tematy zasadnicze" - przyznał w rozmowie z Interia Styl.
I jeszcze jedno wyznanie, które trudno przejść obojętnie: "Mam do siebie żal, że kiedy tata chorował, uciekałem jak najdalej od tego, co nieuchronne, a gdy odszedł, nie potrafiłem wypełnić pustki w mamy życiu" - mówił, cytowany przez 'Dobry tydzień'.
To rzadkie w show-biznesie - taka szczerość bez owijania w bawełnę, bez narracji o 'trudnej drodze ku pojednaniu'. Kydryński po prostu mówi, jak jest. I może właśnie dlatego słowa Kunickiej o samotności brzmią tak ciężko.
Jak myślisz - czy ta szczerość to krok w stronę naprawy, czy tylko głośne przyznanie się do porażki? Napisz w komentarzu.



