Siatkówka, wakacje w Iłży i 19-letni chłopak, który wiedział od razu. Wanda Kwietniewska i Andrzej Miziński stracili trzydzieści lat przez jeden nieodpisany list - i odzyskali siebie dopiero wtedy, gdy oboje mieli już za sobą całe poprzednie życia.
Siatkówka, wakacje w Iłży i 19-letni chłopak, który wiedział od razu. Wanda Kwietniewska i Andrzej Miziński stracili trzydzieści lat przez jeden nieodpisany list - i odzyskali siebie dopiero wtedy, gdy oboje mieli już za sobą całe poprzednie życia.
Boisko, listy i bliscy, którzy powiedzieli 'nie'
Był rok 1973. Wanda przyjechała z rodzicami na wakacje do Iłży i - jak to ona - od razu znalazła boisko. Na nim stał Andrzej Miziński: wysoki, przystojny, 19-letni. On zapamiętał ją natychmiast, ona jego też. Dwa tygodnie spacerów i siatkówki zamieniły się w korespondencję listowną. Andrzej podobno wiedział już wtedy, że chce się z nią ożenić.
Wanda marzyła o przeprowadzce do Warszawy, ale rodzina powiedziała: za wcześnie. Andrzej poczuł się odrzucony. Listy przestały przychodzić - na trzy dekady.
Przez te trzydzieści lat Wanda zbudowała karierę. W 1982 roku założyła Wandę i Bandę, a przeboje "Hi-Fi" i "Nie będę Julią" wylądowały na szczytach list. Andrzej założył firmę budowlaną i rodzinę. Kiedy widział ją w telewizji - wychodził z pokoju. Raz minął ją na ulicy i nie podszedł. Po latach mówił w wywiadach, że sam nie rozumiał, jak długo tak wytrzymał.
Powrót po 30 latach i żałoba, która przyszła za szybko
W 2003 roku Andrzej Miziński zadzwonił do mamy Wandy. Zdobył jej numer i odezwał się do dawnej ukochanej. Jego małżeństwo było wtedy w rozsypce, jej życie - bez nikogo. Przyjechał na weekend. Dawne uczucie wróciło od razu.
Wanda Kwietniewska opowiadała w wywiadach, że mimo trzydziestu lat osobno byli do siebie zadziwiająco podobni - to samo poczucie humoru, te same zainteresowania, ten sam sposób patrzenia na świat. Musieli się tylko nauczyć kompromisów. Starali się nadrabiać stracony czas i - jak sama mówiła - nie pozwalać, żeby życie przepływało im przez palce.
Niestety wspólny czas skończył się zbyt wcześnie. Andrzej Miziński zmarł w lutym 2026 roku. Wanda Kwietniewska mierzy się teraz z żałobą po człowieku, na którego czekała trzydzieści lat i którego miała przy sobie zaledwie dwie dekady.
Historia, która mogła skończyć się szczęśliwie - i właściwie się skończyła, tyle że za krótko. Jak myślicie - czy żałowała tych trzydziestu lat, które minęły bez niego?




