Warszawa, sąd, wtorek - Maciej Kurzajewski stanął przed sądem jako świadek w sprawie, którą Katarzyna Cichopek wytoczyła Paulinie Smaszcz. Prezenter, dotąd ostrożny w wypowiedziach na temat swojego prywatnego życia, postanowił wreszcie zabrać głos i nazwać rzeczy po imieniu.
Sąd rozstrzyga. Co zeznawali Kurzajewski i Mucha?
We wtorek w warszawskim sądzie odbył się kluczowy etap rozprawy. Przed sędzią stanęli Maciej Kurzajewski i Anna Mucha, którzy zeznawali jako świadkowie w sprawie dotyczącej Katarzyny Cichopek i jej byłej przyjaciółki Pauliny Smaszcz. Gwiazda "M jak miłość" miała dość złośliwych komentarzy i postanowiła dochodzić swoich racji na drodze sądowej.
Kurzajewski i Mucha czekali na korytarzu sądu w dobrych humorach, ale po rozprawie atmosfera się zmieniła. Prezenter, który do tej pory unikał publicznych wypowiedzi na temat swojego rozstania, zdecydował się wreszcie mówić bez owijania.
Kurzajewski mówi jasno: "To kłamstwo"
W rozmowie z "Faktem" Kurzajewski nie gryzł się w język. "Ja przede wszystkim dzisiaj zeznawałem, żeby raz, ale bardzo dosadnie, przed sądem powiedzieć o kłamstwach, które od bardzo długiego czasu kolportuje moja była żona Paulina Smaszcz" - przyznał. Prezenter był szczególnie zdeterminowany, aby zdemolować jedną konkretną nieprawdę. "To, iż Katarzyna Cichopek rozbiła moje i Pauliny Smaszcz małżeństwo, jest absolutną nieprawdą" - podkreślił z naciskiem.
Kurzajewski nie poprzestał na tym. Odniósł się również do życia uczuciowego byłej żony, twierdząc, że "miała liczne spotkania, znajomości i romanse, które szeroko relacjonowała w mediach społecznościowych". Według jego relacji, to Smaszcz, a nie Cichopek, była sprawczynią rozpadu jego związku.
Cichopek odpowiada wymownie
Cichopek i Smaszcz od początku rozprawy nie komentują sprawy publicznie. Ale późnym wieczorem gwiazda "M jak miłości" zamieściła na Instagramie wpis, który fani szybko zinterpretowali jako aluzję do sądowego starcia. "Dziś czuję to wyraźnie: mam moc, mam siłę, mam energię. Nie potrzebuję hałasu, żeby wiedzieć, ile jest we mnie światła. Spokój w środku, uśmiech na twarzy i zapach, który niesie dokładnie taką energię. Z nim czuję, że nic mnie nie pokona" - napisała, promując jednocześnie swoją linię zapachów.
Wpis nie przeszedł bez echa. W komentarzach pojawiło się mnóstwo komplementów, ale internauci dopatrywali się drugiego dna. "Niby o perfumach, a jednak nie" - pisali, sugerując, że Cichopek wysyła szyfrowaną wiadomość.
Paulina Smaszcz natomiast opublikowała zdjęcia ze spotkania biznesowego, kompletnie ignorując wydarzenia w sądzie. Cicha walka w mediach społecznościowych trwa.



