Sandra Kubicka poszła po matchę, a wyszła z opatrunkami na oczach i oburzeniem na Instagramie. Zamiast pełnego kubka zielonego napitku dostała... połowę. Dla byłej właścicielki własnej matcharni to był dramat godny relacji na Stories.
Kubek zamiast porcji
Kubicka zjawiła się w jednej ze stołecznych matcharni i poprosiła o matchę bez lodu - logiczne, żeby napój nie rozcieńczył się na oczach. Pracownica lokalu przesłała jej przezroczysty kubek, który sięgał zaledwie do połowy. Sandra nie mogła w to uwierzyć.
Na Instagramie nagrała relację, gdzie z wyraźnym oburzeniem opisała swój "dramat". "Poszłam po matchę, bardzo często chodzę tutaj na matchę obok. Nie, nie upiłam, moi drodzy" - zaznaczała, bo pewnie już wiedziała, co sobie pomyślą hejterzy.
"Bo tak" - najgorsza odpowiedź baristki
Kiedy Kubicka spytała panią za barem, dlaczego porcja jest tak mała, usłyszała trzysłowną odpowiedź, która zbulwersowała celebrytkę: "Bo tak". Tego było za wiele. Postanowiła wyjaśnić swoją pozycję ekspertki branży.
"Sama miałam matcharnię i osobiście moim pracownikom mówiłam, że gdy ktoś zamawia bez lodu, to i tak ma być wypełniony kubek produktem" - tłumaczyła z wyraźną irytacją w głosie. Pytała też obserwatorów: "Czy według was to jest ok? Tak powinno być czy trochę siara i wstyd?"
Kubicka doskonale wie, o czym mówi. Jej własna matcharnia w Warszawie była ambitnym projektem, który miał rozrosnąć się do ogólnopolskiej sieci. Ostatecznie zamknęła jedyny stacjonarny punkt po fali hejtu i nieustannych drwin. Rynkowa rzeczywistość okazała się okrutna dla 31-latki, ale do dzisiaj trzyma się swojej wizji obsługi klienta - i tych plastikowych kubeczków z logo Sandra's Matcha, w których serwuje zielony napitek swojemu mężowi.
Tym razem wizyta w konkurencyjnej matcharni przypomniała jej, jak bardzo standardy obsługi mogą się różnić. I widać, że te różnice nie przechodzą jej bez echa.


