Gala Fryderyków 2026 miała być wieczorem muzycznych triumfów. Skończyła się gorącą dyskusją - i to nie o nagrodach, lecz o żartach prowadzącego.

Krzysztof Zalewski stanął za mikrofonem jako prowadzący galę Fryderyków 25 maja 2026 roku. Wydarzenie transmitowała TVP1. I już na starcie muzyk postanowił pójść na całość.

Żart o Prokopie i budżecie, który nie rozśmieszył

Zalewski otworzył wieczór słowami, które wprawiły zebranych w osłupienie. Nawiązał do nieobecności Marcina Prokopa i - według relacji widzów - do mniejszej hali oraz opóźnienia gali z marca na maj.

"Trochę się boję, bo musiałem wyjść ze strefy komfortu. A poza tym tak trochę się boję, czy się budżet przypadkiem jakoś nie wysypał, bo miało być w marcu, jest w maju, hala jakby ciut mniejsza. No i tak wygląda na to, że pieniędzy z pół metra zabrakło na Prokopa i ja zostałem. Ale jakoś sobie poradzimy" - oznajmił ze sceny.

Reakcja sali? Raczej chłodna. Atmosfera się nie rozluźniła.

To jednak był dopiero początek. Przed wręczeniem nagrody za najpopularniejszy singiel roku Zalewski zaczął wymieniać nazwiska "znanych singli" - padły imiona Sławka Uniatowskiego, Michała Wiśniewskiego i Marcina Prokopa. Dwaj ostatni niedawno ogłosili rozstania, co wszyscy obecni na sali doskonale wiedzieli.

Drzewiecka odpowiedziała bez słów

Współprowadząca Gabi Drzewiecka nie zostawiła tematu bez komentarza. Jej ripostę można było czytać na dwa sposoby.

"Myślę, że jeszcze jedno nazwisko na pewno do tej listy bym dorzuciła, ale za tego rodzaju singielstwo nagrody się nie dostaje, a przynajmniej nie w postaci statuetki, więc mówimy bardziej o muzyce" - powiedziała prowadząca.

Nie trzeba było być krytykiem literackim, żeby domyślić się aluzji. Sam Zalewski podobno niedawno zakończył związek z Kaeyrą - o sobie jednak na scenie nie wspomniał ani słowem.

Fani podzieleni - koszmar czy luz roku?

W mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja. Opinie są skrajnie różne.

"Te żarty są bardzo niesmaczne i nie na miejscu. Niech się zajmie muzyką" - pisali jedni. "On był fantastyczny! Miał luz, poczucie humoru, energię, spontaniczność, super!" - odpowiadali drudzy.

To nie pierwsza kontrowersja Zalewskiego na Fryderykach. W 2021 roku, odbierając statuetkę za "autora roku", spontanicznie pocałował wręczającego nagrodę Ralpha Kaminskiego - co przez lata budziło pytania i komentarze. Tamten skandal ostatecznie skończył się dobrze, bo obaj potwierdzili, że to był wyraz radości, nie żaden PR-owy pomysł.

Czy tym razem też się obejdzie? A może granica między luzem a niesmacznym żartem na uroczystej gali jest wyraźniejsza, niż Zalewski sądził? Piszcie w komentarzach.