Bożena Dykiel zakochała się w jego głosie na pierwszym roku studiów. Kilkanaście lat później dała mu kosza. Dopiero wtedy Krzysztof Wakuliński trafił na kobietę, przy której naprawdę się zatrzymał.
Krzysztof Wakuliński (77 l.) uchodzi dziś za aktora szczęśliwego w miłości. Mało kto wie, że droga do tego szczęścia była długa i wyboista - z przystankami przy dwóch znanych aktorkach i jednym zerwaniem tuż przed ślubem.
Dykiel, Wołłejko i serce do naprawy
Wszystko zaczęło się na warszawskiej uczelni teatralnej. Bożena Dykiel zakochała się w głosie Wakulińskiego od pierwszego słyszenia - tak wspominała po latach w rozmowie z miesięcznikiem "Nostalgia". Przez całe studia byli nierozłączni i planowali wspólną przyszłość. Po dyplomie w 1971 roku los rzucił ich do różnych teatrów - ona do Narodowego, on do Teatru Ludowego. Uczucie wygasło.
Kilka lat później Wakuliński dołączył do tego samego zespołu, w którym Dykiel była już gwiazdą. Liczył na drugą szansę. Ona zaproponowała przyjaźń. Zraniony aktor zwierzył się ze swoich roztereków starszej koleżance z teatru - Małgorzacie Lorentowicz, zwanej przez wszystkich Dudą. Aktorka, sama wyczerpana opieką nad chorym mężem i niemająca własnych dzieci, przygarnęła go niemal jak syna. "Kochałem ją, byliśmy rodziną" - wyznał Wakuliński w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Na przełomie lat 80. i 90. serce aktora zabiło mocniej dla Magdaleny Wołłejko - świeżo rozwiedzionej z jego kolegą po fachu, Piotrem Skargą. Wakuliński pomógł jej pozbierać się po trudnym rozstaniu, ona dostrzegła w nim idealnego partnera. Planowali ślub. Do ślubu nie doszło. Żadne z nich nigdy publicznie nie wyjaśniło dlaczego.
Maria, kostiumografka, która wygrała
Los podsunął mu wtedy młodą kostiumografkę - Marię. Wakuliński przyznał w rozmowie w programie "Pytanie na śniadanie", że zakochał się od pierwszego wejrzenia. Matkująca mu Lorentowicz zaakceptowała wybór natychmiast. "Przedstawiłem ją Dudzie, a ona od razu ją pokochała i uznała za córkę" - opowiadał aktor w rozmowie z PAP.
Maria Wakulińska przez lata odpowiadała za kostiumy na planie serialu "Klan". Celebryckich ścianek unika z zasady, a mąż szanuje tę decyzję i rzadko mówi o niej publicznie. Wyjątek zrobił, gdy jeden z portali plotkarskich zaczął spekulować o jego zdrowiu. W rozmowie z "Super Expressem" uciął temat jednym zdaniem: "Jeżeli tak wygląda chory człowiek, to można winszować. Dzięki żonie trzymam się naprawdę dobrze".
Siedemdziesiąt siedem lat, jedno małżeństwo i kobieta, która woli być za kamerą niż przed nią. Czasem najcichsze miłości są najtrwalsze - jak sądzicie?




