Powiedział jej "tak", wprowadził się do jej mieszkania, a potem wyszło na jaw, że jest już po ślubie z inną. Anna Majcher wystawiła mu walizki i zamknęła drzwi - nie tylko przed nim, ale podobno przed całym marzeniem o własnej rodzinie.

Powiedział jej "tak", wprowadził się do jej mieszkania, a potem wyszło na jaw, że jest już po ślubie z inną. Anna Majcher wystawiła mu walizki i zamknęła drzwi - nie tylko przed nim, ale podobno przed całym marzeniem o własnej rodzinie.

Inteligentny, piękny i bogaty. A do tego - żonaty

Majcher przez lata nie ukrywała, że szuka mężczyzny konkretnego - starszego, mądrego, takiego, który daje poczucie bezpieczeństwa. Sama tłumaczyła w wywiadzie dla "Przyjaciółki", skąd ten typ: "Miałam 13 lat, gdy straciłam ojca. Od tamtego czasu nieustannie szukam w mężczyznach ojcowskiego ciepła, którego brakowało mi w momencie dorastania". Kiedy więc w jej życiu pojawił się majętny biznesmen o 15 lat starszy, wszystko zdawało się pasować idealnie.

"Inteligentny i piękny, a w dodatku bogaty. Rzadko się trafia to wszystko na raz" - mówiła o nim w rozmowie z "Kurierem TV". Zgodziła się na zaręczyny bez wahania. Zgodziła się też, żeby się do niej wprowadził. A potem przyszła prawda: mężczyzna miał już żonę.

Walizki za drzwi. Koniec. "Wyszłam z tego związku i długo leczyłam rany, bojąc się zażyłości z drugim człowiekiem" - wspominała w "Przyjaciółce".

Marzenie o ślubie? Majcher w końcu z niego zrezygnowała

To nie był jedyny zawód. Jeszcze jako studentka warszawskiej szkoły teatralnej Majcher straciła głowę dla swojego profesora, Andrzeja Strzeleckiego. Spełniał wszystkie jej kryteria - był starszy, inteligentny, stanowił dla niej wyzwanie intelektualne. Miał tylko jedną "wadę": był zakochany w żonie. Po latach aktorka przyznała, że Strzelecki złamał jej serce.

Doświadczenia z mężczyznami sprawiły, że Majcher postawiła sobie twarde zasady. "Jedno wiem na pewno - nigdy więcej nie zamieszkam z żadnym mężczyzną bez ślubu. Obowiązki towarzyszki życia są takie same jak żony, ale praw nie ma żadnych" - mówiła w wywiadzie dla "Przyjaciółki". I choć przez lata nie traciła nadziei, w końcu podobno pogodziła się z tym, że ślub nigdy nie nastąpi.

"Żaden mężczyzna nie zasługuje na to, żeby kobieta rezygnowała dla niego z siebie" - stwierdziła w tym samym wywiadzie. A w rozmowie z "Życiem na gorąco" dodała po prostu: "Bez męża też można dobrze żyć".

Brzmi jak kobieta, która wyciągnęła wnioski. Ale czy naprawdę pogodziła się ze wszystkim - czy to tylko twarda mina na użytek dziennikarzy? Tego już Majcher nie zdradziła.