Ojciec biznesmena postawił synowi ultimatum: albo Kora, albo rodzinny interes. Syn wybrał interes. I tak Sipowicz odzyskał swoją kobietę.

Kora i Kamil Sipowicz przez dekady uchodzili za parę, której nic nie jest w stanie rozdzielić. Wspólne życie, wspólna praca, wspólny syn. Ale na początku lat 90. coś pękło - i to poważnie.

Kto zawrócił Korze w głowie?

Jackowska poznała wtedy zamożnego jubilera, który - według wspomnień Sipowicza zawartych w książce "Się żyje. Kora" - dosłownie zamknął jej oczy na wszystko inne. Kora latała do niego za granicę, spędzała z nim coraz więcej czasu. Kamil czuł, że traci grunt pod nogami. "Czułem, że coś się dzieje, ale nie chciałem w to wierzyć" - napisał w książce.

Romans trwał, dopóki w sprawę nie wmieszał się ojciec biznesmena. Postawił synowi twardy warunek: związek z piosenkarką albo udział w rodzinnej firmie. Kochanek Kory nie wahał się długo. Wybrał pieniądze.

Sipowicz wybaczył. I nigdy nie żałował.

"Po prostu ją olał" - tak Kamil skwitował koniec tego romansu w książce. Krótko, bez dramatyzowania. Kora wróciła, Sipowicz przyjął ją z powrotem. Żadnych wielkich scen, żadnych warunków.

Dziś - już po śmierci Kory w 2018 roku - Sipowicz wspomina tamten czas bez goryczy. "Byliśmy sobie pisani, mimo wszystko. To była miłość, która nie chciała się poddać, nawet gdy bolało najbardziej" - napisał w tej samej publikacji.

Co ciekawe, historia Kory i Jackowskiego też nie była prosta - zanim Olga zdecydowała się na rozwód z gitarzystą Maanam, minęło osiem lat od narodzin syna, którego miała z Sipowiczem. Para rozstała się oficjalnie dopiero w 1984 roku, choć Kora i Kamil byli razem już od 1976.

Niektóre związki przeżywają zdrady, kryzysy i powroty - i wychodzą z tego mocniejsze. Ten najwyraźniej był właśnie taki. Czy Kora wiedziała, że po odejściu jubilera wróci do Sipowicza? A może po prostu nie miała wyjścia?