Kinga Rusin wybiegła z pralni na środek ulicy Warszawy, zostawiając w samochodzie wszystkie ubrania. Fotoreporterzy złapali ten moment - zamyślona dziennikarka TVN musiała wrócić do auta i ratować zapomnianą porcję prania.
Warszawa: wpadka przy pralni
Kinga Rusin, znana z nieustannych podróży po świecie, niespodziewanie wróciła do Polski. W stolicy miała do załatwienia kilka spraw, w tym wizytę w pralni. Fotoreporterzy przyłapali ją w momencie, który będzie pamiętać długo - dziennikarka wybiegła z pralni na ulicę Warszawy, jakby coś ją podpaliło.
Okazało się, że Rusin zapomniała zabrać ze sobą prania. Na szczęście rzeczy były na tylnym siedzeniu jej samochodu, więc gwiazda "Dzień dobry TVN" nie musiała wracać do apartamentu. Wpadka? Owszem. Tragedia? Na szczęście nie.
Imieniny w Kuala Lumpur na "grubo"
Po załatwieniu warszawskich spraw Rusin szybko opuściła Polskę. Wraz z ukochanym Markiem Kujawą wyleciała do Malezji, by świętować imieniny. Miejsce wyboru? Kuala Lumpur - stolica Malezji i idealna destynacja do rozpusty.
Na Instagramie dziennikarka nie kryła entuzjazmu. "Imieniny to doskonałe usprawiedliwienie dla rozpusty. Jak inaczej wytłumaczyłabym sobie zjedzenie na raz dziewięciu dań z degustacyjnego menu?" - napisała Rusin w mediach społecznościowych.
Gwiazda TVN nie żałowała sobie przyjemności. Świętowała w gwiazdkowej restauracji Molina z widokiem na słynne Petronas Towers. "Celebrowaliśmy w Kuala Lumpur na grubo" - dodała. Imieniny przypadały dzień wcześniej, ale Rusin postanowiła, że można świętować przez dwa dni. Trudno jej się nie zgodzić.
Tak wygląda życie Kingi Rusin - jedna chwila wpadka przy pralni w Warszawie, następna chwila rozpusta w Malezji. Trzeba przyznać, że wie, jak żyć.


