Telefon na dnie oceanu, dzieci przy boku i ani jednego kontaktu ze światem. Emilia Komarnicka przekonała się, że po najtrudniejszym roku w życiu los lubi dokładać.

Niespełna dwa miesiące po ogłoszeniu rozwodu z Redbadem Klynstrą aktorka wsiadła w samolot i poleciała za granicę - sama z synami. Brzmi jak odważny reset. I był, tyle że ocean miał własne plany.

Telefon poszedł na dno. Dosłownie

Komarnicka wrzuciła na Instagramie wiadomość, która rozbawiła połowę internetu i zmroziła drugą. Podczas wakacyjnego wyjazdu wpadła jej do oceanu komórka. Koniec łączności, koniec zdjęć, koniec social mediów - za jednym zamachem.

"Wszystko wspaniale, tyle że utopiłam telefon w oceanie!! Tak, tak - utopiony telefon, kiedy jestem za granicą sama z chłopakami to prawdziwy trening 'sztuki zachwytu'!! Ale mamy się świetnie!! Zwłaszcza offline. Wrócę tu jak ogarnę temat. Dobrego dnia najdrożsi!" - napisała aktorka na Instagramie.

Przyznajmy szczerze: spokojniej można było wpaść na ten pomysł w domu.

Fani: "Przetrwasz. Kto jak nie ty?"

Pod postem błyskawicznie posypały się komentarze. Fani Komarnickiej nie zawiedli - zamiast współczuć, zaczęli kibicować. "To znak, że masz tam wrócić", "Powodzenia!", "Przetrwasz i docenisz życie offline, bez telefonu. Właśnie tak trzeba" - czytamy w reakcjach na Instagramie aktorki.

I trudno się z tym kłócić. Komarnicka od miesięcy otwarcie mówi o praktyce uważności i cieszeniu się drobnymi chwilami. Teoria zdana. Teraz praktyka - bez telefonu, za granicą, z dziećmi. Egzamin z własnej filozofii zdany przymusowo.

Rozwód z Redbadem Klynstrą sąd zatwierdził dziewiątego czerwca - pełnomocnik aktorki potwierdził to reporterowi "Faktu" krótkim "już po wszystkim". Od tamtej pory Komarnicka stara się nie znikać z sieci i regularnie pokazuje, że mimo trudnego okresu daje radę. Tym razem dała radę nawet bez komórki - i to jest całkiem niezła historia na powrót do internetu.

Co wy na to - wyobrażacie sobie wakacje bez telefonu? Czy to katastrofa, czy jednak ulga?