Kinga Rusin dotarła do Chinów, ale początek pobytu wcale nie wyglądał jak z turystycznego prospektu. Zaraz po wylądowaniu w Pekinie zmęczona dziennikarka zasnęła na lotnisku z głową na walizce - to jednak był najmniejszy z jej problemów tamtego dnia.
Co się stało na lotnisku?
Chińskie służby granicznego zwróciły uwagę na jeden przedmiot w bagażu pary podróżników. Okazał się nim nóż należący do Marka Kujawy, który towarzyszył im w wielu wyprawach po świecie. Według relacji Rusin, funkcjonariusze uznali, że ostrze przekraczało dopuszczalną długość o zaledwie 0,5 cm. Dziennikarka opisała sytuację w mediach społecznościowych z charakterystycznym humorem, ale też rozczarowaniem. "Chiny w ogóle zaczęły się dla nas pechowo. Ledwo wylądowaliśmy w Pekinie, a już zarekwirowali nam ukochany nóż Marka, bo rzekomo miał 0,5 cm za długie ostrze!" - napisała.Próba wyjaśnienia nie pomogła
Rusin próbowała rozmawiać z funkcjonariuszem, aby wyjaśnić sytuację i odzyskać przedmiot. Rezultat był jednak zupełnie odwrotny od oczekiwanego - według jej relacji rozmowa zamiast pomóc, zaogniła atmosferę. "Próba tłumaczenia na nic się nie zdała, a wręcz wywołała agresję u chińskiego pogranicznika, więc musieliśmy szybko pogodzić się ze stratą. Kto by chciał skończyć w chińskim areszcie?" - wyznała szczerze. Para ostatecznie poddała się i ruszyła dalej bez swojego towarzysza podróży.Nóż przejechał pół świata
To, co szczególnie rozczarowało Rusin, to fakt, że nóż bez problemów towarzyszył im w wielu poprzednich ekspedycjach. Dziennikarka podkreśliła, że przewozili go w bagażu głównym i jego wymiary powinny mieścić się w standardowych limitach międzynarodowych. "Przejechał z nami pół świata (miał standardową dopuszczoną długość do przewożenia w bagażu głównym) i parę razy naprawdę się przydał" - tłumaczyła. Zaledwie kilka dni wcześniej nóż okazał się niezwykle przydatny. Podczas rejsu koło Sipadanu w Malezji silnik łodzi pary zaplątał się w sieć. Podobna sytuacja spotkała ich także rok wcześniej podczas wyprawy do Amazonii. "Ostatnio, kilka dni temu, koło Sipadanu, silnik naszej łodzi zaplątał się na środku morza w sieci. No kurczę, żal..." - podsumowała Rusin. Dziennikarka i Marek Kujawa regularnie dzielą się swoimi podróżami na Instagramie, pokazując fascynujące miejsca i przygody. Tym razem jednak Chiny przywitały ich niespodzianką - małą, ale bolesną dla podróżników stratą.








