Metr od samochodu. Dziki niedźwiedź, ogrodzenie i Kinga Rusin bez żadnego planu awaryjnego. Tak wyglądał kolejny "spokojny dzień" dziennikarki na japońskim Hokkaido.
Kinga Rusin od sześciu lat podróżuje z partnerem niemal bez przerwy. Zwiedzili już sporą część świata, a atrakcje często są spontaniczne - bo to partner organizuje wyprawy i lubi zaskakiwać. Japonia zachwyciła ich na tyle, że po kilku dniach przenieśli się na słabo zaludnione Hokkaido. I właśnie tam czekało na nich coś, czego nikt nie wpisał do żadnego planu.
Niedźwiedź metr od samochodu
Rusin opisała całe zdarzenie w poście na Instagramie. Jechali samochodem, gdy na drodze pojawił się niedźwiedź. Zwierzę przeszło przed autem, po czym - jak relacjonuje dziennikarka - zatrzymało się dosłownie metr od samochodu, spokojnie pokonało niewysokie ogrodzenie i zniknęło w lesie.
"Najpierw przeszedł po drodze, a później, metr od naszego samochodu, spokojnie pokonał niewysokie ogrodzenie i poszedł w las, zostawiając nas w osłupieniu" - napisała Rusin na Instagramie.
Gdy myśleli, że emocje już za nimi - pojawił się drugi niedźwiedź. Ten skubał trawę na poboczu, jakby para w samochodzie w ogóle go nie interesowała.
"Tego nie było w planach. Ani w marzeniach"
Rusin przyznała wprost, że nie po to przyjechali na Hokkaido. A jednak nie żałuje ani sekundy.
"Tego nie było w planach! Więcej, tego nie było w marzeniach! To z innego powodu przyjechaliśmy na Hokkaido... Ale dziękujemy za ten prezent naturze, losowi i szczęściu, które nas w Japonii nie opuszcza ani na chwilę" - napisała dziennikarka.
Dodała też, że gdy opowiedziała o wszystkim mamie, ta dosłownie się przeraziła. Para miała już wcześniej kontakt z niedźwiedziem - ale w kontrolowanych warunkach. Tym razem była to czysta, dzika przypadkowość.
Czy Rusin w końcu trafi na przygodę, która ją wystraszy tak samo jak jej mamę? Sądząc po dotychczasowym dorobku podróżniczym - pytanie tylko o czas.

