Przez lata celowo omijał mainstream szerokim łukiem. Jeden program taneczny to zmienił.

Piotr Kędzierski nie jest typem, który goni za popularnością. Latami robił rzeczy niszowe, kultowe, ale znane w wąskich kręgach. Taniec z gwiazdami przyszedł jak przełom, którego - jak sam mówi - się nie spodziewał.

Dlaczego Kędzierski tak długo omijał telewizję rozrywkową?

Prezenter latami świadomie trzymał się z dala od wielkiej telewizji. Stawiał na projekty wymagające, niełatwe w odbiorze - i miał z tego sporą satysfakcję. Mainstream traktował jak coś obcego swojej estetyce. Udział w TzG zmienił tę perspektywę całkowicie i otworzył przed nim drzwi do widzów, których wcześniej po prostu nie miał.

"Zdecydowanie tak jest. To jest może szczęście w nieszczęściu. Szczęściem jest to, że ja robiłem bardzo dużo rzeczy niszowych dość. Kultowych, ale w bardzo ograniczonych kręgach. Że ten mainstream jakoś tak obchodziłem naokoło" - przyznał w rozmowie z "Fakt Gwiazdy".

I tu pojawia się wątek, który brzmi jak terapeutyczne odkrycie. Kędzierski stwierdził wprost, że przez lata chciał grać kogoś, kim nie jest. Marzył o wizerunku cynizmu i chłodu - jak Hugh Laurie w "Doktorze House'ie" albo Frank Underwood z "House of Cards".

"Zdałem sobie sprawę, że ja muszę przestać udawać, bo ja chciałbym być jak Hugh Laurie w 'Doktorze House' (...), Frankiem Anderwoodem. Takim cynicznym trochę gościem, który jest raczej twardzielem. Ale ja tym twardzielem jestem w inny sposób. Ja lubię ludzi po prostu. Jestem ich ciekaw" - powiedział w tym samym wywiadzie.

Co konkretnie dał mu program?

Kędzierski trafił na parkiet bez żadnego planu. Żadnych scenariuszy, żadnej strategii wizerunkowej. I właśnie to - jak ocenia - okazało się jego największym atutem. Program sprawiał mu radość, ale też solidnie go frustrował. Mózg wiedział, jak tańczyć. Nogi - niekoniecznie.

"Idąc do tego 'Tańca z gwiazdami', nie mając żadnych scenariuszy w głowie, byłem sobą. Ten program sprawiał mi mega frajdę. Też się strasznie tym stresowałem. Też się frustrowałem tym, że mój mózg wie, jak ma to zrobić, a potem stajesz przed lustrem, ruszasz nogą i nie jesteś Fredem Astairem, nie jesteś Maserakiem" - podsumował szczerze w rozmowie z "Fakt Gwiazdy".

Po powrocie do domu zaglądał na Instagrama i zamiast hejtu znajdował ciepłe wiadomości od obcych ludzi. To podobno zrobiło na nim duże wrażenie.

Czy Kędzierski po tym doświadczeniu sięgnie po kolejne duże formaty? Tego na razie nie wiadomo. Ale jedno jest pewne - z parkietu TzG wyszedł innym człowiekiem niż wszedł. I chyba mu z tym dobrze.