Przez pół roku nie mógł jej namalować. Podchodził do płótna i odchodził. Dariusz Kamys przyznał wprost: emocje go blokował.

Przez pół roku nie mógł jej namalować. Podchodził do płótna i odchodził. Dariusz Kamys przyznał wprost: emocje go blokowały.

Rok bez Joanny Kołaczkowskiej

Joanna Kołaczkowska odeszła 17 lipca 2025 roku. Miała 59 lat. Nazywano ją królową polskiego kabaretu - przez lata tworzyła kabaret Hrabi i grupę Potem razem z Kamysem, który był nie tylko jej scenicznym partnerem, ale i szwagrem. Dziś mija dokładnie rok od tamtej nocy.

Kamys opublikował w mediach społecznościowych wpis, który trudno czytać bez ściśniętego gardła. "Rok. 17 lipca 2025 roku, o godzinie 0:18 Aśko wyszłaś z tego świata i przeszłaś tam, gdzie dla nas wszystko pozostaje jeszcze tajemnicą" - napisał na wstępie.

"Tęsknota nie słucha rozumu ani kalendarza. Przez ten rok nauczyliśmy się wychodzić na scenę bez Ciebie. Gramy dalej, śmiejemy się dalej, ale każdy z nas wie, że jest na scenie miejsce, którego nikt nie zajmie" - dodał.

Portret, który powstawał w ciemności

Do wpisu Kamys dołączył namalowany przez siebie portret przyjaciółki. Wyjaśnił, że praca nad nim trwała miesiącami i nie szła łatwo - za każdym razem, gdy stawał przed płótnem, musiał odchodzić.

"Przez ostatnie pół roku próbowałem namalować Twój portret. Stawałem przed płótnem i odchodziłem. Nie byłem gotowy. Było za ciemno. Z tej ciemności udało mi się wydobyć tylko obraz mrocznego Jokera. Myślę, że właśnie tyle wtedy we mnie było. Dopiero teraz zrobiło się jaśniej" - napisał.

Kamys zaznaczył, że nie chciał tworzyć wizerunku pomnikowego. Zależało mu na czymś zupełnie innym. "Nie taką, jaką znali wszyscy. Taką, jaką znaliśmy Cię my - hrAbi. Z tą charakterystyczną miną, która prawie zawsze poprzedzała jakiś żart. Najczęściej sarkastyczny" - tłumaczył.

"Patrzę na ten obraz i doskonale wiem, co za chwilę nastąpi. Za moment miało paść jedno zdanie. Celne. Przewrotne. I za chwilę wszyscy mieliśmy się śmiać. Dlatego ten obraz nie jest dla mnie tylko portretem. Jest chwilą zatrzymaną tuż przed puentą" - podsumował.

Trudno o lepsze pożegnanie dla kogoś, kto całe życie zawodowe spędził na budowaniu pointy. Kamys uchwycił właśnie to - ten ułamek sekundy przed śmiechem, który już nigdy nie nastąpi.

Co o tym myślicie? Dajcie znać w komentarzach.