Sto tysięcy złotych zadośćuczynienia i publiczne przeprosiny. Tyle chciała Joanna Kurska od TVP. Sąd powiedział: nie.

Sprawa ciągnęła się od początku 2024 roku. 14 lipca warszawski Sąd Okręgowy postawił w niej wyraźną kropkę - przynajmniej na razie.

O co poszło? TVP podała zarobki, Kurska mówi, że kłamstwo

Wszystko zaczęło się od wyliczeń opublikowanych przez Onet - według nich Joanna Kurska miała zarobić w TVP 1,53 mln złotych brutto za 13 miesięcy pracy. Żona byłego prezesa Jacka Kurskiego natychmiast zaprzeczyła tym doniesieniom na Instagramie.

"Ani jako dyrektor programowa TVP, ani jako producent 'PnŚ' nie miałam takiej pensji. Jako dyrektor programowa zarabiałam 23 tysiące złotych brutto miesięcznie, tyle ile zarabiał mój poprzednik Sławomir Zieliński" - napisała wówczas Kurska.

Tyle że potem do akcji wkroczyła sama TVP. W programie informacyjnym "19:30" podano, że jej miesięczne wynagrodzenie wynosiło ponad 117 tys. złotych - czyli pięciokrotnie więcej niż przyznawała. To była kropla, która przelała czarę. Kurska złożyła pozew przeciwko stacji i szefowi wydania "19:30" Pawłowi Płusce.

Sąd oddalił powództwo. Co teraz?

14 lipca Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił w całości jej powództwo. Kurska nie dostała ani przeprosin, ani złotówki zadośćuczynienia.

TVP przekazała oficjalny komunikat: "Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił w całości powództwo Pani Joanny Kurskiej, w którym domagała się przeprosin w związku z podaniem w programie informacyjnym '19.30' informacji, że zarabiała ona w TVP kwotę ponad 117 tys. zł miesięcznie. Oprócz przeprosin za naruszenie dóbr osobistych Joanna Kurska domagała się od Telewizji Polskiej oraz Pawła Płuski, kierownika redakcji '19.30', również zadośćuczynienia w kwocie 100 tys. zł".

Jest jednak jedno "ale" - wyrok nie jest prawomocny. Kurska może złożyć apelację i przenieść sprawę do wyższej instancji. Czy tak zrobi? Na razie cisza.

Ile naprawdę zarabiała w TVP? Na to pytanie sąd - przynajmniej dziś - nie odpowiedział. Co na to fani? Piszcie w komentarzach.