Dwa lata po śmierci Izabelli Cywińskiej Janusz Michałowski wciąż nie mógł się pozbierać. Odszedł 11 czerwca, mając 89 lat - a jego krewny opisał to, czego aktor nigdy publicznie nie powiedział.

Wojciech Ziemilski, reżyser i bratanek Michałowskiego, pożegnał go słowami, które trudno czytać bez ściśniętego gardła. Napisał w mediach społecznościowych wprost: aktor był człowiekiem, jakich już się nie spotyka.

"Strasznie za nią tęsknił" - słowa, które mówią wszystko

Ziemilski przez ostatnie dwa lata regularnie spędzał czas z wujem. Widział na własne oczy, co śmierć Izabelli Cywińskiej zrobiła z aktorem. "Był też mężem Izy Cywińskiej, i przez te dwa lata po jej śmierci spędziłem z nim sporo czasu. Strasznie za nią tęsknił" - napisał reżyser w pożegnaniu opublikowanym w mediach społecznościowych.

Michałowski i Cywińska tworzyli parę przez niemal pół wieku. Ona - wybitna reżyserka teatralna i filmowa, jedna z najważniejszych postaci polskiej sceny. On - aktor teatralny i filmowy, pamiętany z dziesiątek ról w serialach i spektaklach Teatru Telewizji. Razem byli dla środowiska artystycznego czymś w rodzaju instytucji.

Izabella Cywińska odeszła 23 grudnia 2023 roku, w wieku 88 lat. Zmagała się z chorobą. Na jej pogrzebie zjawił się Michałowski - mimo mrozu, mimo trudności z poruszaniem się. Był. Bo jak mógłby nie być.

Aktor, jakiego już nie ma

Ziemilski w swoim pożegnaniu nie ograniczył się do suchej noty biograficznej. Napisał o wuju jako o człowieku i artyście jednocześnie - podkreślając, że takich aktorów już się nie kształci, nie tworzy, nie spotyka na próbach. "Był aktorem. Takim, jakich już nie robią" - te słowa krążą dziś po polskim internecie i chyba najlepiej oddają, co środowisko straciło.

Michałowski odszedł 11 czerwca 2026 roku. Miał 89 lat. Informację o jego śmierci jako pierwszy przekazał właśnie Ziemilski - rodzina zdecydowała się przemówić przez niego, nie przez agencję ani rzecznika.

Dwa wielkie nazwiska polskiego teatru, jedno po drugim, w odstępie niespełna trzech lat. I historia miłosna, o której przez dekady mówiono szeptem - bo oni sami nie lubili rozgłosu. Teraz mówi o niej cały kraj.

Jak wspominacie Janusza Michałowskiego? Dajcie znać w komentarzach.