Trzy miesiące prób za tyle, co dwie godziny kręcenia rolki sponsorowanej. Helena Englert powiedziała to wprost - i trudno jej nie przyznać racji.

Helena Englert ma 26 lat, słynnych rodziców i - co ważniejsze - własne zdanie. W podcaście "Kobiecy wieczór RDC" powiedziała rzecz, którą wielu artystów myśli, ale boi się głośno wypowiedzieć.

Teatr kontra rolka sponsorowana. Matematyka jest bezlitosna

Porównanie, które rzuciła, jest proste i zabójcze zarazem. Trzy miesiące intensywnej pracy nad rolą teatralną to finansowo tyle samo, co kilka godzin przy jednym poście reklamowym. Englert nie owijała w bawełnę: "Przez trzy miesiące pracy nad rolą dostaje się takie wynagrodzenie jak przez dwie godziny pracy nad jedną rolką sponsorowaną. Absolutnie rozumiem, dlaczego ludzie wybierają social media, zamiast teatru. Bo to się po prostu nie opłaca i to jest bardzo frustrujące i bardzo trudne" - mówiła w podcaście.

I zaraz dodała coś, co brzmi jak wyznanie: rozumie tych, którzy zostają w teatrze mimo wszystko, ale sama nie potrafi podjąć takiej decyzji. "Mam ogromny szacunek do tych ludzi, którzy świadomie wybierają: nie, ja tak nie chcę. Ja zostaję w teatrze, będę malować obrazy i wieszać je w galeriach. To jest piękne i chciałabym tak potrafić. Niestety nie umiem" - przyznała.

Córka Englerta i Ścibakówny, która sama zarabia od piętnastki

Helena Englert studiowała aktorstwo w nowojorskiej Tisch School of the Arts i w Akademii Teatralnej w Warszawie - żadnej z tych uczelni nie ukończyła. Dziś rozwija równolegle karierę aktorską i wokalną, a słynne nazwisko rodziców traktuje raczej jako bagaż niż trampolinę.

W innym podcaście - "Imponderabilia" - opowiadała, że od 15. roku życia zarabia na własne potrzeby. Rodzice finansowo wsparli ją raz, gdy mieszkała w Stanach - i nawet wtedy kieszonkowe ledwo pokrywało bieżące wydatki. Resztę dokładała z własnych oszczędności. "A potem to już się chyba sama utrzymywałam" - mówiła bez dramatyzowania.

To trochę przewrotne: dziewczyna z jednego z najbardziej rozpoznawalnych aktorskich domów w Polsce mówi głośno, że teatr finansowo nie trzyma się kupy. Nie jako atak na instytucję - raczej jako chłodna diagnoza rynku, który sam się wyklucza.

Czy to znaczy, że Englert całkowicie odpuszcza scenę na rzecz contentu? Tego wprost nie powiedziała. Ale matematyka, którą sama przedstawiła, nie zostawia zbyt wielu złudzeń. Co o tym myślicie - macie rację z teatrem czy rację z rolką?