Porcelanowe filiżanki na urodziny, a potem cisza. Helena Englert zdradziła w podcaście, że jej matka chrzestna - Anna Dymna - ostatni raz stanęła jej na drodze osiem lat temu, mimochodem, na jakiejś wystawie.

Kim jest matka chrzestna Heleny Englert?

Anna Dymna została matką chrzestną Heleny Englert dzięki wieloletniej przyjaźni z jej rodzicami - Janem Englertem i Barbarą Ścibakówną. Przez całe dzieciństwo aktorki obie kobiety pozostawały w kontakcie, a Dymna regularnie pamiętała o wychowance - co roku wysyłała jej z Krakowa porcelanowe filiżanki. Dziś ta relacja należy do przeszłości.

Helena Englert nie owijała w bawełnę, gdy w podcaście "WojewódzkiKędzierski" zapytano ją o kontakt z chrzestną. "Ja nie mam z panią Anią kontaktu. Nawet nie wiem, czy mam mówić per pani Ania, czy Ania, dlatego, że ja ostatni raz panią Anię widziałam w roku 2018 na jakiejś wystawie mimochodem. Nie mamy kontaktu" - powiedziała wprost.

Szybko jednak dodała, że za chłodem nie stoi żaden konflikt. "To nie jest tak, że my nie mamy ze sobą bliskiego kontaktu ze względu na jakąś niesnaskę. Co roku wysyłała mi z Krakowa filiżanki takie piękne porcelanowe. Na każde urodziny dostawałam. Pamiętała o tym przez całe moje dzieciństwo" - wyjaśniła w tym samym wywiadzie.

Helena Englert - gwiazda, przy której zawsze coś się dzieje

25-latka to córka Jana Englerta i Barbary Ścibakówny - oboje to uznani aktorzy teatralni. Helena poszła w ich ślady i dziś sama buduje karierę sceniczną, choć nie bez kontrowersji. Sporo szumu wywołał jej angaż w Teatrze Narodowym w czasie, gdy dyrektorem placówki był jeszcze jej ojciec. Niedawno próbowała też sił jako piosenkarka - debiutancki singiel trafił na nagłówki, ale podobno nie ze względu na muzykę, lecz na frazę w refrenie, którą przypisuje sobie pisarka Dorota Masłowska.

Niezależnie od towarzyszących jej sporów, Englert coraz śmielej zaznacza swoją obecność w show-biznesie. A historia z chrzestną pokazuje, że nawet najbliższe relacje z dzieciństwa potrafią po prostu... wygasnąć. Bez dramatu, bez niesnasek - po prostu życie poszło swoją drogą.

Czy Anna Dymna skomentuje te słowa? I czy filiżanki z Krakowa kiedyś wrócą?